| Jesteś |
DEPORTOWANII
|
A Forgotten Odyssey DEPORTOWANI Z
HISTORII
Wynaradawianie
Łagry następne
Jestem Polakiem W naszej osadzie Wywózka kolonii letnich
Polskie dzieci w drodze do Iranu według Józefa
Czapskiego
www.aforgottenodyssey.com Zapomniana Odyseja - A forgotten odyssey
Zapomniana Odyseja_część 1
tylko na CD - only CD
Zapomniana Odyseja_część 2
tylko na CD - only CD
Uwaga: Aby odtworzyć film należy
zainstalować programy MP64FULL i DivX5 znajdujące
się na płycie:
mp64full.exe i DivX5.exe
Oglądaliśmy film Pani Yagna Wright z Londynu
"Zapomniana odyseja"
o deportacji 1,7 mln Polaków w 1940 do ZSRR.
Film nadało BBC na kanale historycznym 17 IX 2001 roku
oraz TVP1 o godz. 20.10 w Polsce.
Jeżeli chcesz zamówić kopie filmu "Zapomniana
odyseja" napisz:
If you want to buy this film send e-mail:
veritas@polish.co.uk
Tomasz Wit Wachowiak
Veritas Foundation Publication Centre
63 Jeddo Road, London W12 9EE, U.K.
Tel 020 8749 4957 Fax 020 8749 4965
| Ifahan-Iran 1942-45 i Zouk-Mikael Liban 1945-50 w oparciu o książkę "Isfahan Miasto Polskich Dzieci" | |||
| Oudtshoorn w płd. Afryce 400 z nich to dzieci wysłane z Isfahanu w 1943 | |||
| Polskie dzieci na Równiku 1945-1948 - Afryka, Kenia Rongai | |||
| Nowa Zelandia | |||
| Indie | zdjęcia: 1 2 3 4 | z archiwum: Barbara Charuba, Ottawa, ON, Canada | |
| Meksyk | zdjęcia: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 | z archiwum: Julek & Teri Plowy, San Bernardino, CA, USA | |
| TANGERU - TANZANIKA - AFRYKA | |||
| Afryka Wschodnia i Rodesia | |||
| Polskie dzieci w Palestynie 1942 | |||
| Opis dzieci z Japonii | |||
From the Book I just received, "For your Freedom and
Ours", here is an
interesting photograph if our Polish soldiers marching in the WII Victory
celebration Parade in England in May1945. If you have the book, the picture
is on page 122.
They endured slavery in Siberia like all my relatives ion my mom's and dad's
side, and fought to save England from the Nazis, and fought all over Europe
like Monte Casino like my 3 uncles, German Nazi concentration camps like my
dad and uncles, etc..
According to the Book as a result of Germany's Nazis and Russian's Soviet's
WWII aggression,
=========================
290,435 Polish soldiers died in battle
6 Million Polish Citizens died in the WWII time period - specifically half
were of the Jewish Religion
2 Million were forcibly deported to die in Russian Siberia
22% of all Polish citizens died as the result of the war
12.4% of all Russian citizens died of the war
1.3% of all France's Citizens died as a result of the war
0.8% of all Britain's citizen's died as result of the war
0.14% of all USA's citizens died as a result of the war
This is the best book on Poland's armed forces in WWII. Awesome pictures,
etc..
Add their names to the list
Dołącz ich imiona i
nazwiska do listy
Miejsce |
ilość osób | informacja |
| Rozstrzelani w Katyniu | 4410 | jeńcy polscy z Kozielska, rozstrzelani w kwietniu-maju 1940 |
| Rozstrzelani w Charkowie | 3739 | jeńcy polscy ze Starobielska, rozstrzelani w kwietniu-maju 1940 |
| Rozstrzelani w Twerze | 6314 | jeńcy polscy z Ostaszewa, głównie funkcjonariusze państwowi, rozstrzelani w kwietniu-maju 1940 Twerze i pogrzebani w Miednoje |
| Uwięzieni w Borowiczach | 5795 | internowani w obozie jenieckim nr 270 w obwodzie nowogrodzkim w latach 1944-49 |
| Jeńcy w Griazowcu i Suzdalu | 3640 | jeńcy wojenni 1939 roku przetrzymywani w obozach sowieckich do sierpnia 1941 roku |
| Aresztowani w rejonie Lwowa i Drohobycza | 5822 | aresztowani przez organa sowieckie między wrześniem 1939 roku a czerwcem 1941 roku |
| Uwięzieni w Stalinogorsku | 6326 | aresztowani w latach 1944-45 'internowani' w obozie kontrolno-filtracyjnym nr 283 i jenieckim nr 388 w obwodzie moskiewskim. |
| Uwięzieni w Donbasie i pod Saratowem | 4782 | wywiezieni z Wilna w 1945 roku 'internowani' w obozach kontrolno kontrolno-filtracyjnych nr 240 w Donbasie (Stalino) i nr 321 pod Saratowem |
| Jeńcy zmarli i zaginieni | 1785 | jeńcy wojenni 1939 roku zmarli w obozach jenieckich NKWD w latach 1939-41 oraz jeńcy zaginieni w czasie ewakuacji obozu lwowskiego latem 1941 |
| Więźniowie łagrów w rejonie Workuty | 4410 | aresztowani w latach 1939-41 i uwięzieni w łagrach rejonu workuckiego |



Wyzwoliciele Wrocławia 1945


Wrocław 09.05.1985

Wrocław 09.05.1985

Cmenatarz Żołnierzy Amerykańskich w Luksemburgu WW2 - fot. A. Wronecki 2002
Relacja z obchodów rocznicy agresji z dnia 17 IX 1939 we Wrocławiu

Prezydent
Wrocławia Stanisław Huskowski |
Zebrani goście przy pomniku Sybiraka we Wrocławiu |

| Uroczysta Mszę koncelebrował ks. Henryk kardynał Gulbinowicz |
Edward Pacholczyk (Argentyna - odwiedził rodzinę we Wrocławiu po 60 latach poszukiwań) i pułk. Ryszard Kopera |

| ks. Peszkowski "uratowany" z Katynia | od lewej: Czesia Biegańska,
Zosia Otorowska-Reczulska z koleżankami |
posłuchaj |

Marysia Gordziejko i Władysław Czapski
"Koło Wychowanków Szkół Polskich Isfahan-Liban"
Ps. Proszę o udostępnienie innych dowodów wynaradawiania Polskich Dzieci w ZSSR.
Materiały proszę przesłać na mój e-mail: biorytm@plusnet.pl. Dziękuję.

|
|
|
|
Spotkanie dwóch agresorów na rzece Bug wrzesień 1939
Niemieccy żołnierze wręczają kwiaty radzieckim kolegom.
Meeting both agressors Read Army and German
soldier on the Bug river after ocupation of Poland 1939


Mapa agresji sowieckiej na Polske



Group of children rescued from the Soviet Union in one of the orphanages organized by the Polish Army in Persia. Zdjęcie Basi i Fryderyk Sgrunowski w drodze do Krasnowocka, 23 marzec 1942 (zdjęcie z prywatnych zbiorów Zofii Jordanowskiej) Photo of Basia and Farynka Sgrunowski on the train to Krasnovodzk, 23 March 1942 (from the private archives of Zofia Jordanowska - courtesy of VideoFact). The "Kresy-Siberia list" brings into contact people from countries around the world with a special interest in the tragedy of the 1.7 million Polish citizens of various faiths and ethnicities (Polish, Ukrainian, Belorussian, Catholic, Orthodox, Jewish, etc.) deported from eastern Poland (Kresy) in 1940-42 to special labour camps in Siberia, Kazakhstan and Soviet Asia. Some 115,000 of these were evacuated through Persia in 1942 as soldiers of Anders Army and their families - and eventually made their way to the West. The circumstances of their odyssey and the tragic history of the Polish citizens under Soviet occupation during the war was hushed up by the Allies during the war to protect the reputation of the Soviet Union, an important ally in the war against the Nazis. Sixty years later the survivors have aged and many have died. With this list we hope to bring together surviving deportees and their descendants to remember, learn, discover and spread the word of their ordeal to the world and to future generations. www.aforgottenodyssey.com Zapomniana Odyseja - A forgotten odyssey
|

Polskie dzieci po opuszczeniu ZSRR w drodze do IRANU 1942
Zapomniana Odyseja Polskich Dzieci
Aforgotten Odysey Polish Children



Opis " Pozycja 14 Władysław Czapski - autor strony"
"Pozycja 13 Wanda Czapski
siostra"
"Ochronka Jakkobag w
Uzbeckiej ZSRR 04-08 1942"

"Na pozycji 94 Czapska Janina - Mataka Władysława Czapskiego i Wandy Czapskiej"

Premier Rządu Polski
Władysław Sikorski
|
![]() |
![]() |
February 8, 2001, Thursday
SECTION: Features
HEADLINE: Even the Russians have mustered a show of repentance for Katyn.
But in Britain officialdom stands mute and unyielding
BY: Richard Morrison
A distinguished audience will gather in the Imperial War Museum on Monday evening to watch one of the most disturbing documentaries I have ever seen. True, it is nothing special in visual terms, since it mostly consists of old people recalling something that happened 60 years ago, and far away from any cameras. Perhaps that is why the BBC won't show it (it goes out on the History Channel later this year). Or perhaps the reason is the one given privately to the film's makers: that the public is "bored" with Second World War documentaries.
But bored or not, anybody who cares about Britain's moral standing in the world ought to take notice of A Forgotten Odyssey, by Jagna Wright and Aneta Naszynska - if only because it indirectly explains why many Poles are still bitter about the role that Britain played in "selling out" their country at the 1945 Yalta Conference. By design, Monday's screening falls on the anniversary of that momentous meeting between Roosevelt, Stalin and Churchill.
Actually, A Forgotten Odyssey doesn't tell a "forgotten"
story. Rather, it is one that has hardly registered at all with the British public. Those
who think about such things perhaps have a vague disquiet about the fact that, having gone
to war in 1939 to save the Poles from one murderous tyranny, we ended up handing them over
to another. But quite how much the British Government knew in 1945 of Stalin's almost
genocidal desire to crush the Poles has always been a murky subject. A Forgotten Odyssey
adds to the mountain of evidence, suggesting that we knew far more than we have ever
officially admitted.
The film tells of the 1.7 million Poles deported by Stalin in 1939
after he invaded Poland from the east, just 16 days after Hitler invaded from the west.
The Poles were herded into cattle trains and consigned to slave labour in Siberia and
Kazakhstan. More than a million subsequently perished, in conditions of unimaginable
horror.
When Hitler attacked the Soviet Union in June 1941 and Stalin became our ally, Churchill persuaded the Soviet monster to offer an "amnesty" to those Poles left alive in his camps. Summoning immense fortitude in the face of typhus and dysentery, the survivors trudged thousands of miles south to join General Anders's Polish Army in Persia. Many then fought for the Allies with conspicuous bravery, particularly at Monte Cassino and Arnhem. But they were instructed by the British authorities never to speak openly about their suffering in Stalin's hands, lest public confidence in our vital Russian allies be shaken.
After the war, of course, when the entire Polish nation was handed over to Stalin (with Churchill telling the House of Commons that he could foresee "many happy days ahead" for a Soviet-controlled Poland), their story couldn't be told. And now we are apparently "too bored with the Second World War" to listen to it. No wonder that the survivors of that ill-fated 1.7 million feel as if they have been deported from history just as brutally as they were deported from their homeland.
But A Forgotten Odyssey does not tell the whole story. After Stalin invaded Poland, his secret police, the NKVD, seized 15,000 Polish officers and 7,000 welleducated civilians: the brightest and best of Polish intellectual life. They were imprisoned near Katyn in western Russia. In April 1940, all 22,000 were shot - each in the back of the head.
Three years later, advancing German troops discovered one of the mass graves and the news of Stalin's atrocity was denounced, with breathtaking hypocrisy, on German radio. The Soviet Union flatly denied the charge and said that the Germans must have done the killing. At which point the British Government wheeled out every propaganda weapon at its disposal to support the Soviet story. A government memo puts the matter with chilling clarity: "It is our job to help to ensure that history will record the Katyn Forest incident as a futile attempt by Germany to postpone defeat by political methods."
So far-reaching was this aim, it seems, that the Foreign Office was still claiming in the 1980s that there was no evidence to link the Soviet Union with the Katyn massacre. And even after 1990, when Gorbachev admitted his country's guilt as part of the glasnost process and released the files that proved it, the Foreign Office persisted in claiming that the British had never known - or at least, never known for certain. "There was no question of a 'cover-up'," a Foreign Office inquiry concluded in 1996.
Of course, this is disingenuous tosh. What upsets the Poles is not so much that the British Government made decisions between 1943 and 1945 that had a catastrophic impact on the future of Poland. After all, the realpolitik imperative of beating Hitler more or less dictated that Stalin was appeased.
No, it's the fact that we have never admitted knowingly betraying an ally that fought Hitler from the first day of the war to the last - let alone offered the Poles an apology. The cover-up has gone on and on. Even the Russians have now mustered a semi-decent show of repentance for Katyn; no fewer than three separate memorials have been erected in the past year (though it seems that no former NKVD officer will ever be prosecuted for the massacre). The US Congress publicly accepted the truth of Katyn as long ago as 1952.
But in Britain officialdom stands mute and unyielding, or weaselly and obstructive. Why? Is it so important that the Foreign Office (which seems to have devoted an awful lot of energy between 1945 and 1985 to appeasing the Soviet Union) doesn't lose face? Has Robin Cook abandoned his "ethical foreign policy"? Was Tony Blair only kidding when he made that noble speech at last month's Holocaust ceremony about never forgetting the terrible lessons of the 1940s?
If these fine words mean anything, they must surely convince us to repay the debt of honour owing to a generation, and a nation, that has waited 60 years for the full truth to be told.


|
|

Isfahan-Iran 11.11.1943 - Polish children
In Isfahan were 2,349 Poles. 1631 children, 87 men, 476 women in 1944
Krespondencja udostępniona przez Instytut Hoover'a Pani Irena
Czernichowska
dnia 15.05.2001 o historii Polskich dzieci w Isfahanie w 1944 roku. Polaków było 2349
osób
w tym 1631 młodzieży szkolnej, 87 mężczyzn, 476 kobiet.

W III Rzeczpospolitej Polskiej, już w 7 roku jej istnienia, zastępca dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, Instytut Pamięci Narodowej prof. zw. dr hab. Andrzej Skrzypek o najwyższych kfalifikacjach potrafi takimi kategoriami rozumować i chyba tylko udając, że tego typu sierocińce nie powodowały wynaradawianie a swoim podpisem to potwierdził..
Nie podzielam treści wyżej wymienionego pisma i udostępniam fragmenty książek finansowanych przez Urząd d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych !!! Autorów książek zawsze można przesłuchać na tą okoliczność.
HOBOE |
(4 VI 2000)
"W KWIETNIU w Anglii, tak jak wszędzie,
obchodzono 60. rocznicę rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu. Zostali oni
zamordowani przez NKWD na rozkaz (prawdopodobnie ustny) Stalina. Długo zbrodnię tę
przypisywano nazistom. Kiedy na londyńskim cmentarzu odsłaniano obelisk ku czci ofiar
Katynia, ambasada radziecka protestowała przeciwko wyrytej na nim dacie <1940>, gdyż
oficjalnie zbrodnia miała miejsce w 1941 roku, kiedy Katyń był pod niemiecką
jurysdykcją.
Obecnie Moskwa oficjalnie przyznaje, że to na niej spoczywa
odpowiedzialność za ten masowy mord. Prezydent Putin ku powszechnej uldze złożył
propozycję przeprowadzenia wspólnego rosyjsko-polskiego śledztwa. Nazwiska wszystkich
zamordowanych są już znane. Znane są także nazwiska i adresy żyjących jeszcze
funkcjonariuszy NKWD, którzy mieli coś wspólnego z tymi masowymi mordami. Pozostaje
sprecyzować szczegóły.
Stara rosyjska tradycja...
Teraz obraz tragedii katyńskiej przypomina górę lodową, której
szczyt tylko wystaje nad powierzchnię morza. Po pierwsze - w samym Katyniu rozstrzelano
około 4-5 tysięcy Polaków, lecz masowe mordy polskich oficerów miały miejsce jeszcze
w kilku innych miejscowościach. ogólna liczba rozstrzelanych wynosi niemal 25 tysięcy.
Nie byli to nawet zawodowi oficerowie, lecz rezerwiści - kwiat, jak uważają Polacy,
narodu polskiego. Lecz oprócz tego miały miejsce masowe deportacje Polaków z obszaru
Zachodniej Ukrainy (Wschodniej Polski) zajętej przez wojska radzieckie w rezultacie
rozbioru Polski zgodnie z postanowieniami paktu Mołotow-Ribbentrop. Na Syberię i do
Kazachstanu zesłano 1,7 miliona Polaków.
Zsyłki Polaków na Sybir to stara rosyjska tradycja. Rosyjska historia
splamiona jest polskimi powstaniami. Po każdym powstaniu kolejna partia polskich elit
szła na zsyłkę. Nie poszukiwałem specjalnie tych, kogo dotknęły te represje. lecz
jest ich tak wielu, że zapewne każdy z nas przynajmniej kilka razy w swoim życiu
natrafiał na ślady polskich deportacji. Ja na przykład w latach pięćdziesiątych
chodziłem do szkoły w obwodzie archangielskim razem z Jakubowskimi, Rogaczewskimi,
Kownackimi... Byli to całkowicie już zrusyfikowani potomkowie zesłańców sprzed 100
lat. W Londynie mój przyjaciel wynajmował mieszkanie u niejakiej pani Kobyłkowej. Pani
Kobyłkowa wspominała swoje dzieciństwo, spędzone w Karagandzie, a dowiedziawszy się,
że obaj z przyjacielem wybieramy się do Rosji, próbowała skłonić nas, byśmy
zawieźli pieniądze jakiejś Rosjance, która pomogła jej przetrwać. A rodzice polskiej
studentki, która w latach osiemdziesiątych opiekowała się naszą córką, także
przeszli przez Aima-Atę (pochodzili ze Lwowa).
Tak więc nawet ktoś tak jak ja stojący z boku ma dostatecznie wiele
wiedzy o strasznych losach Polaków, którzy dostali się w tryby europejskich
geopolitycznych zmian. Kto jednak chciałby o tych sprawach dowiedzieć się czegoś
więcej, okaże się wtedy, że nie jest to takie proste. Stalinowskie deportacje Polaków
w 1940 roku są słabo udokumentowane i za granicami Polski w ogóle nie odnotowane przez
kroniki historyczne. Te straszne wydarzenia jakby skazane zostały na historyczny niebyt.
Męstwo i zdrada
Nie wszyscy pogodzili się z tym. Mieszkająca w
Londynie Yagna Wright poświęciła pięć lat na zbieranie materiałów do filmu o
deportacjach Polaków w latach 1939-1940. Pokaz jej filmu, będącego montażem
archiwalnych materiałów filmowych i relacji naocznych świadków, był niedawno
wyświetlany w londyńskim ICA (Instytut Sztuki Współczesnej). Świadkowie liczą sobie
dziś już z reguły ponad 70 lat, w czasie deportacji byli oni dziećmi. Los
deportowanych Polaków był straszny. Ginęli z głodu i zimna, od przymusowej pracy ponad
siły. Z 1,7 miliona deportowanych przeżyło zaledwie 0,5 miliona.W czasie, kiedy ich
deportowano, ZSRR i hitlerowskie Niemcy były sojusznikami. Rok później sojusznicy
walczyli już z sobą. Dla deportowanych Polaków otwarło się wyjście z syberyjskiej
matni. Teraz Polacy mogli się przydać w wojnie z Hitlerem. Generał Anders zaczął
formować polskie jednostki. Jednak po tym wszystkim, co się niedawno wydarzyło, użycie
ich na froncie wschodnim pod rosyjskim dowództwem okazało się niemożliwe. Koncentracja
polskich ochotników odbywała się na terenie Związku Radzieckiego (w Buzułuku), lecz
formowanie polskiej armii odbywało się pod patronatem Anglików, jako że polski rząd
emigracyjny rezydował w Londynie. Dzięki temu wielu deportowanych Polaków zdołało
opuścić Związek Radziecki przez Iran. Walczyli Polacy w Holandii, we Włoszech; Monte
Cassino, gdzie poległo wielu Polaków, stało się jednym z symboli heroizmu drugiej
wojny światowej. Mimo, że Polska została pokonana i okupowana na samym początku wojny,
Polacy walczyli mężnie na wielu frontach. Z całą pewnością nie mniej i nie gorzej
niż Francuzi. Być może nie odnieśli takich sukcesów jak Jugosłowianie, ale walczyli
niewiele gorzej od nich.
Lecz po wszystkich tragicznych doświadczeniach i mężnych bojach
Polaków czekał cios. Najpierw konferencje w Teheranie i w Jałcie uznały rozbiór
Polski, przyznawszy wschodnie terytoria ówczesnej Polski ZSRR... A przecież niemal
wszyscy żołnierze sformowanej w ZSRR polskiej armii pochodzili z tych terenów i mieli
nadzieję, że po zwycięstwie Polska zostanie zjednoczona i będą mogli wrócić do
swoich domów. Kiedy Polacy dowiedzieli się o tym, że zostali zdradzeni, nie chcieli
dalej walczyć. Udało się ich do tego przekonać. Lecz kiedy wojna skończyła się,
czekał ich jeszcze jeden despekt. W Londynie nie dopuszczono ich do parady zwycięstwa.
Była to wołająca o pomstę do nieba niesprawiedliwość. Churchill uznał za stosowne
przeprosić ich, lecz była to słaba pociecha dla Polaków, którzy tak wiele wycierpieli
i tak mężnie walczyli.
Sojusznicy chcą zapomnieć
Polacy, którzy znaleźli się na froncie zachodnim
i w samej Anglii, jeszcze w trakcie wojny mogli opowiedzieć o tym, co ich spotkało po
okupacji wschodniej Polski przez wojska radzieckie. Nikt ich jednak nie chciał słuchać,
zaś władze angielskie usilnie doradzały, by nie opowiadali o tym, co im przyszło
przeżyć w trakcie deportacji: bały się zrazić sobie potężnego sojusznika. A poza
tym zachodni politycy, a nawet zwykli ludzie, z instynktownym niedowierzaniem przyjmowali
relacje naocznych świadków. Były to opowieści tak niesamowite, że wydawały się
nieprawdopodobne.
Można znaleźć racjonalne wyjaśnienie powodów, dla których polską
tragedię przemilczano w czasie wojny i w pierwsze kilka lat po wojnie. Zadziwiające jest
to, że także długo potem brytyjskie MSZ w dalszym ciągu postępowało tak samo. Nawet
radziecka wersja tragedii katyńskiej była bez zastrzeżeń uznawana za prawdziwą aż do
1990 roku, kiedy to Gorbaczow oświadczył, co się w istocie rzeczy stało. I to pomimo,
że władze brytyjskie dysponowały raportem ambasadora brytyjskiego w Warszawie, który
od samego początku odrzucał radziecką wersję i przedstawiał dowody na to, że Katyń
był dziełem rąk NKWD. Raport ten do tej pory nie został ujawniony. Wspomina o tym lord
Bennet, który w czasie wojny walczył razem z polskimi lotnikami, a potem został
odkomenderowany do sztabu generała Andersa. Lord woła o sprawiedliwości i ujawnienie
dokumentów. Lecz jest niemalże zupełnie osamotniony.
Kiedy Polacy - a jest ich w Londynie ponad 100
tysięcy - postanowili wznieść pomnik zamordowanym w Katyniu, przeszkadzano im na
wszelkie możliwe sposoby. Pomnik miał być usytuowany w centrum Londynu, w dzielnicy
Kensington, gdzie swoje siedziby mają liczne ambasady, łącznie z radziecką. Moskwa
zareagowała wtedy histerią i Polaków poproszono, by wynieśli się ze swoim pomnikiem
daleko do północno-zachodniego Londynu. Prócz tego polski pomnik oficjalnie ma niższy
od
Dotyczy to najtragiczniejszego aktu polskiej tragedii. A cóż tu mówić o upamiętnieniu jakichś anonimowych deportowanych Polaków, zaledwie zmarłych z głodu i zimna. Ich losy, jak mówi Yagna Wright, okrywa zmowa milczenia. Czym to należy tłumaczyć?
W tej sprawie na marginesie filmu pani Wright
wyrażono pewne przypuszczenia. Oto na przykład w tygodniku NEW STATESMAN wypowiedział
się Nikołaj Tołstoj. Należało oczekiwać, że Nikołaj Tołstoj zabierze głos,
niegdyś już bowiem zajmował się podobną sprawą. W 1945 roku rosyjscy kozacy ze
swoimi rodzinami, walczący (nominalnie) po stronie Niemiec, znajdujący się w
południowej Austrii, zostali wydani władzom radzieckim. Wydano nawet tych, którzy
uciekli z Rosji jeszcze w czasie wojny domowej, nie byli obywatelami ZSRR i wobec tego
układy jałtańskie ich nie dotyczyły. Kozaków rozbroiły (oświadczywszy im, że jadą
do Afryki, by służyć w Legii Cudzoziemskiej) i wydały Związkowi Radzieckiemu
angielskie władze okupacyjne. Przed Tołstojem badaniem tej operacji zajmował się lorce
Betel), który zdradzie kozaków poświęci) książkę jeszcze w latach
siedemdziesiątych. Lecz Tołstoj poszedł dalej niż lord Betel), oskarżywszy kilku
pierwszoplanowych polityków brytyjskich (wśród nich był także były premier Harold
Macmillan) i wyższych oficerów o ustępstwa wobec; Moskwy, które wcale nie były
konieczne i o haniebne postępowanie z kozakami i ich rodzinami. Jeden z obwinionych, lord
Aldington, odwołał się do sądu. Tołstoj proces przegrał. Tak więc formalnie rzecz
biorąc kwestia winy Macmillana, Aldinotona i innych została rozstrzygnięta i
kwestionowanie wyroku sądu byłoby rzeczą niestosowną. Proces pokazał jednak, że
władze brytyjskie reagują skrajnie nerwowo na jakiekolwiek aluzję do ich pasywnej;
ugodowej polityki wobec Stalina i nie chcą, by im przypominać o tym, że zamykali oczy
na skandaliczne represje. Bowiem nawet legendarny Churchill nie zachowywał się nazbyt
honorowo. Lord Bennet cytuje słowa, jakie Churchill wypowiedział w parlamencie w trakcie
ratyfikacji umów .jałtańskich:
Gra interesów i cenzura
Inny pogląd sformułował znany historyk Europy i
Polski Norman Davies. W liście do dziennika INDEPENDENT wskazuje on, że angielski
Niezależnie od tego, jak obłudne, a nawet amoralne wydają się te postępki, to jest możliwe, że cechuje je pewna racjonalność w przypadku instancji państwowych, które chcą zachować twarz i dla instancji sądowych, które obawiają się stworzyć precedens o nieprzewidywalnych następstwach. Lecz przecież instancje te nie mogą niczego nakazać mediom. Zaś ich obojętność na sprawę Katynia i deportacji Polaków wydaje się całkowicie niezrozumiała.
Stacje telewizyjne nie chcą filmu Yagny Wright. Uzasadniają odmowę tym, że widzowie nie będą w stanie w to uwierzyć lub tym, że opowieść o tak zamierzchłych wydarzeniach nikogo nie zainteresuje...
Tymczasem te same telewizje nieustannie pokazują
różnorakie materiały o żydowskim Holocauście, przypomniały też sobie (wreszcie!) o
Cyganach i innych
ALEKSANDER DONDE
Władysław Czapski |
do: Aleksander Donde |
Z zaskoczeniem przeczytałem artykuł z 4 czerwiec 2000 w załączeniu po polsku jaki ukazał się w "HOBOE BPEMR" pt: DEPORTOWANI Z HISTORII Treść zawiera wiele wiadomości które znam osobiście. Od pokoleń rodzina nasza uzyskiwała wyroki "rozstrzelanie i konfiskata mienia" do wglądu na mojej stronie
www.ska.pl/biorytm/main.php W trzecim pokoleniu już nikt nie bawił się w jakiekolwiek wyroki - biurokrację. Po powstaniu styczniowym, z powiatu Prużany skazano 8 uczestników. W 1940 jak Pan pisze wywieziono 1.7 miliona na zagładę. Do ciągłości należy iż nie tylko "Alianci" lub "ZSRR" ale i obecna Polska władza /2000rok/ stała się godna kontynuatorką tradycji. Pomimo umowy ZSRR PRL z 1945 roku nie można wydać "ustawy" o rekompensacie za mienie pozostawione poza obecnymi granicami Polski. Pomimo prawomocnego wyroku Sądu o prawie do spadku po rodzicach - nikt nie chce wykonać wyroku. Kancelaria Premiera RP stwierdza iż "nie może wskazać terminu załatwienia sprawy". Mam dokumenty iż urodziłem się w: Polsce, ZSRR i Republice Białoruskiej jednocześnie? W oparciu o polską księgę chrztu z 1938 roku obecne władze Białorusi /odmawiają zwrotu/ i wpisują mi iż urodziłem się w "Republice Białoruskiej" dlaczego bez miasta - po prostu nie mogę pojąć?Treść Pana artykułu stwierdza "Ja na przykład w latach pięćdziesiątych chodziłem do szkoły w obwodzie archangielskim razem z Jakubowskimi, Rogaczewskimi, Kownackimi.... Byli to całkowicie zrusyfikowani potomkowie zesłańców sprzed 100 lat." Też tam byłem. Myślę iż były to dzieci z zsyłki z 1940 roku. Należało by wnieść poprawkę iż nie byli to zesłańcy sprzed 100 lat a 60 lat !!! O metodach wynaradawiania dzieci polskich może Pan się przekonać też na stronach www. Obecna władz
a na dowody wynaradawiania, nazywa "beletrystyczne wspomnienia" i uchyliła się od przesłuchania żyjących świadków. Bo i po co?Moi znajomi których uratowała armia Polska w ZSRR gen. Władysława Andersa do dzisiaj szukają "śladów" po rodzinie. Znalezione dzieci na dworcu kolejowym /w ZSRR 1942/ potrafiły powiedzieć "MATULU" i takie nadano im nazwisko bo innych danych "brak", żyją dzisiaj w Nowej Zelandii.
Dobrze że chociaż po tylu latach zaczyna się mówić i o tym dramacie. Zastanawia mnie tylko dlaczego t
eraz ? , na czyje zlecenie oraz w jakim celu piszecie?Ps. Pozwoliłem sobie Pana artykuł oraz ww pismo umieścić na mojej stronie internetowej
Wrocław 2000-07-08
Władysław CZAPSKI
...i biały chleb. Na obiad kasza z mięsem i na
kolację jakiś grysik. Nie chodziliśmy głodni. Ciągłe przy nas była rukowodka,
uczyła wierszyków i piosenek. Na pewno była wierząca, ale o Bogu nie mówiła nam nic.
"Ojcze nasz", którego nauczyła mnie Matka w domu odmawiałem w łóżeczku
bardzo cicho, żeby nikt nie słyszał. Z czasem zapomniałem po polsku, ale "Ojcze
nasz" odmawiałem zawsze. Nie wiem, czy rozumiałem później, co mówię, ale
wiedziałem, że zwracam się do Pana Boga. Ale proces wynaradawiania postępował.
Zacząłem myśleć, że jestem Komem, że moi rodzice także gdzieś zginęli na wojnie,
jak innym dzieciom komskim, które były rzeczywiście sierotami.
Znajomość "Ojcze nasz" po polsku zadecydowała w jednym wypadku o powrocie do
kraju pewnej Polki, która dzisiaj mieszka w Stroniu Śląskim koło Kłodzka. Gdy w 1956
r. Władysław Gomułka upomniał się o resztę Polaków wywiezionych w czasie wojny do
Rosji, Nikita Chruszczow, przeciwnik Stalina nie miał problemu. Zaczęli Polacy
zgłaszać się do punktów repatriacyjnych na terenie Związku Radzieckiego. Zgłosiła
się również pani Wasilewska, która miała wtedy 16 lat. Urodziła się już w Rosji.
Rodzice umarli. Rodzeństwa nie miała. Umiała tylko po rosyjsku. Wszędzie nazywano ja
Wasilewskaja.
- Wasilewskaja! Wy jesteście Polka? - zapytał urzędnik.
- Przecież urodziliście się tutaj i nie umiecie nawet po polsku
-dziewczyna się rozpłakała:
- Umiem tylko "Ojcze nasz" - powiedziała przez
łzy. Urzędnik nabrał odwagi i zapytał:
- To proszę! Powiedzcie po polsku "Ojcze nasz".
Hamując płacz wypowiedziała jednym tchem po polsku "Ojcze nasz". Urzędnik
spoważniał i powiedział do współurzędników przy stole:
- Tak powiedzieć "Ojcze nasz" po polsku potrafi tylko
Polak.
Wpisano ja na listę repatriantów. Dzisiaj ma 53 lata. Setki razy opowiadała już o tym,
co zadecydowało o powrocie jej do Polski.
Oczywiście, przez pierwsze miesiące pobytu w sierocińcu dla dzieci komskich chodziłem
smutny i otępiały. Głodny nie byłem, ale niczego nie rozumiałem. Dla dzieci komskich
byłem jak trędowaty. Dzieci mnie nie zauważały. Trzymałem się tylko rukowodki, czyli
wychowawczyni, która mówiła do mnie po rosyjsku. Był to język dla mnie, dziecka
polskiego, bardziej zrozumiały. Dopiero po pół roku, gdy zacząłem rozumieć, a potem
także mówić po komsku, zacząłem się duchowo scalać z grupą-dzieci komskich, a
sierociniec zaczął stawać się także dla mnie moim domem. Na tym właściwie kończy
się u dziecka proces wynaradawiania, bo bardzo silną więzią między ludźmi, a
zwłaszcza między dziećmi jest wspólna mowa.
W czerwcu 1941 roku wybuchła wojna z Niemcami. Ta wojna wisiała w powietrzu i Stalin
musiał o tym wiedzieć. W pierwszym rzędzie rzucono na front żołnierzy na służbie.
Tysiące baraków rozsianych po całej Rosji strzegło dziesiątki tysięcy żołnierzy. Trzeba było likwidować baraki, a rodziny polskie i Polaków rozesłać
na wszystkie możliwe strony świata na terenie Rosji. Gdy się matki w barakach o tym
dowiedziały, postanowiły odebrać swoje dzieci. Przyjechała również po mnie
moja Matka. Pamiętam taka scenę. Bawimy się na dużej sali w łapanego. Biegamy wokół
stołu. Nagle rukowodka wychodzi i wchodzi, a za nią staje w drzwiach jakaś kobieta w
wieku czterdziestu lat. Zatrzymałem się na chwilę, i znowu dałem nura między dzieci.
Kobieta jednak odnalazła mnie wzrokiem i nie spuszczała ze mnie oka. Trochę mnie to
denerwowało Ale nie przestawałem się bawić i biegać wokoło stołu. Nie poznałem
swojej Matki. Rukowodka wyglądała na zadowoloną a kobiecie zbierało się na płacz.
Kobieta nie mogła dłużej widocznie wytrzymać, bo krzyknęła wołając mnie po
imieniu: "Józiu! Józiu! Tyś mnie nie poznał?" Takim głosem od półtora
roku w sierocińcu nikt mnie nie wołał. Rozpoznałem głos matki. A więc moja matka
żyje! "Mama, gorte!" krzyknąłem i rzuciłem się
z płaczem ku wyciągniętym ramionom mojej Mamy. Za chwilę rozpłakałem się jeszcze
bardziej, gdyż nie rozumiałem, co Matka mówi. Matka również jeszcze bardziej
płakała, bo nie rozumiała mnie.
- Dlaczego moje dziecko nie mówi po polsku? -
powiedziała po rosyjsku. Rukowodka tylko się uśmiechnęła.
- A gdzie są inne dzieci polskie z baraków? - ciągnęła
Matka.
- Przyszedł taki rozkaz od władz, żeby rozsiedlić dzieci polskie
powiedziała ze wstydem.
- A więc podstęp władzy sowieckiej! Celowe wynaradawianie!
- krzyknęła Matka - Zabieram swoje dziecko do baraku! -
powiedziała zdecydowanie.
- Pażałusta! - powiedziała już spokojnie rukowodka.
Tak zakończył się mój pobyt w sierocińcu. Wydano nam moje ubranko i koszulę.
Wyszliśmy w milczeniu z budynku sierocińca. Padał deszcz ze śniegiem. Musiał to być
początek września 1941 roku. Szliśmy w kierunku portu rzecznego Wizinga. Na szczęście
jechał jakiś samochód. Kierowca zatrzymał się i w milczeniu, bo nie rozumiał, co
Matka mówi, zabrał nas. W porcie wsiedliśmy na "parachod", płynący w
kierunku baraków położonych nad rzeka Peczorą. Jechaliśmy cały dzień. Nie
odzywałem się do Matki, bo wiedziałem, że Matka mnie nie rozumie. Matka też nic do
mnie nie mówiła. Cały czas płakała. Aż wreszcie poczułem głód. Nie zwróciłem
się jednak do Matki. Pociągnąłem pewnego starszego Koma za rękaw i łagodnie
popatrzyłem na niego.
- "Myj te kysjan?" - powiedział. Czego chcesz?
- Szu meny mamyyn, me kysja icilika siojny - odparłem. "Chcę jeść". - Kyje e
tenyd mamyyn? - Która to jest twoja matka?
- Taje! - powiedziałem i pokazałem palcem. - Ta ...
Ks. Józef Buczma sj Przez syberię do Polski albo historia jednego
powołania. Wrocław 1993.
Co było dalej. Jak odtworzyć długie osiem lat,
w których dni i noce były tak bardzo podobne do siebie wyznaczane wciąż tym samym
nieludzkim zmęczeniem, i rozpaczą, samotnością? Daty plączą się, obrazy nakładają
na siebie, kolejność wydarzeń zaciera się...
"Fałagi" otoczone były wysokim trzymetrowym płotem. Kloc stał przy klocu,
ciasno. Za płotem obok Polaków więźniami byli Rosjanie. Za zebranie kłosów ze
ścierniska otrzymywali wyroki 5-10 lat łagrów.
W 1943 roku znalazły się w obozie także dzieci. Ich winą było sprzedawanie
"zimniny" z ludzkiego mięsa. W całej Syberii panował przerażający głód.
Ludzie wykopywali trupy pochowane nocą, gotowali, a po ochłodzeniu porcjowali. Dzieci
rozprowadzały "zimnimę", za co otrzymywali lichą zapłatę. Po wykryciu tego
procederu wszyscy trafiali do obozu.
Na głód były różne sposoby. Zesłańcy wymieniali się "żywnością" z
okoliczny ludnością. Za kawałek "treski" -ryby z Dzwiny otrzymywali koty i
psy. Gotowali je razem z otrębami. Raz, kiedy zachorowali na oczy i od kilku tygodni
świat widzieli na żółto, zabili konia komendanta i podzielili się surową wątrobą.
Choroba ustała, choć nie obeszło się bez konsekwencji tego czynu.
Przyjaźni w łagrach nic było. Jeśli zdarzyło się, że ktoś rozmawiał z kimś
dłużej niż z innymi, od razu wzywany był do Wydziału Politycznego i karany za
szpiegowanie. Chwile radości nie przychodziły nigdy. Jedynym nieustającym marzeniem
było - najeść się do syta.
Pewnego dnia, jak zwykle pracowali w lesie. Przyszedł pilnujący
ich żołnierz - "striełok". Powiedział zwyczajnie - wojna się skończyła. A
wy... do pracy, dalej...
Sybirak nr 12. Pismo Zwizku Sybiraków 1994.
5.Jestem Polakiem
Był grudzień, 1946 rok. Jana wezwał komendant
łagru i zaprowadził do "izolatora". Pytania "za co" i "na jak
długo" zbył milczeniem. Cela miała wymiary 1,50m na 2,50m, betonową podłogę,
okienko z wybitą szybą, pryczy nic było. Po trzech dniach siedzenia w karcerze
podsunięto Janowi papierek. Miał podpisać, że zrzecze się obywatelstwa polskiego, a
przyjmuje radzieckie. Odmówił. Tak odmawiał trzy razy. W końcu był tak wycieńczony i
opuchnięty, że na kolejne przesłuchanie musieli prowadzić go pod rękę. Nie miał
już więcej siły. Podpisał papier.
W 1948 roku, po odbyciu "kary". Jan Czarniecki został zwolniony z zesłania bez
prawa przyjazdu do Polski i zatrzymywania się w większych miastach. Od tego momentu
powinna zacząć się nowa opowieść tułacza, który przez 14 lat błąkał się po
najdalszych zakątkach ZSRR, wciąż wierząc, że nadejdzie taki dzień, kiedy dotknie
stopą polskiej ziemi.
Zadecydował przypadek. Po wielu staraniach, po 22 latach zesłania wrócił do ojczyzny. Do dziś zastanawia się jaka to była ojczyzna, która przez tyle lat nie
upomniała się o swoich rodaków.
Małgorzata Szyszko-Michalska.
Sybirak nr 12. Pismo Zwizku Sybiraków 1994.
W naszej osadzie było wiele dzieci, młodzieży w
wieku szkolnym. Jak obowiązek szkolny był realizowany? Do czasu amnestii żadne dziecko
nic uczęszczało do szkoły, ponieważ jej nie było. Funkcjonowało natomiast
przedszkole. Najbliższa szkoła mieściła się w Morżegorach, po drugiej stronie rzeki,
lecz w związku z zakazem oddalania się, korzystanie z niej było niemożliwe. Przez
dłuższy czas po amnestii szkoły nadal nie zorganizowano, lecz można już było
uczęszczać do Morżegor. W 1942 r. powstała szkoła w naszej osadzie, oczywiście
rosyjska, do której uczęszczała część dzieci. Młodzież natomiast w dalszym ciągu
nie miała możliwości uczenia się, ponieważ musiała pracować.
Pewnego dnia zostałem nagle po pracy wezwany do kantoru.
Czeczulin kazał mi usiąść i rozpoczął taką rozmowę:
"Ty gdzie jesteś urodzony?" "Na Polesiu" - odpowiadam. "A gdzie to Polesie?" "Tam gdzie Brześć, Pińsk, Baranowicze, Prużana". "Tam jest Białoruś i ty
jesteś Białorusem" - tłumaczy mi naczelnik. "Nie,
ja Polak" "Jaki ty Polak? Na
Białorusi ty rodzony, białoruski chleb ty jadł, ty nasz człowiek i tyś powinien nas
informować, o czym mówią Polacy" "Chce mnie zrobić
donosicielem" - pomyślałem - "Nic z tego, bolszewiku, nie będzie".
Zebrałem się na odwagę i mówię: "Mnie rodzice uczyli, że skarżyć i donosić,
to grzech i nieładnie. Tego robić nie będę". Po tej odpowiedzi zdenerwowany
Czeczulin wrzasnął: "Idzi na kwartiru i mołczy!" - pokazując jednocześnie
na drzwi. Szybko wstałem i opuściłem kantor.
W sowieckim systemie donosicielstwo byt szeroko stosowane.
Wykorzystywano różne okoliczności, stosowano różne metody, nie oszczędzając nawet
dzieci, które zwerbowane donosiły na rodziców. Czy innych w osadzie udało się
zwerbować? Myślę, że tak, ale stanowiło to ścisłą tajemnicę. Najprawdopodobniej
aresztowania w osadzie były wynikiem działalności donosicieli. Między innymi został
aresztowany i zaginął bez wieści Dominik Czernicki, osadnik wojskowy z Mikitycz.
Bolesław Dańko. Bez układów. Warszawa 1993
Niezwykle tragiczna w skutkach była też wywózka polskich dzieci z kolonii letnich zorganizowanych przez nowe władze rodzinom "mas pracujących", przeważnie kolejarzom i robotnikom. Miała ona miejsce zaraz po wybuchu wojny, w dniach 21-23 czerwca 1941 roku. Kolonie miały za zadanie wychowywanie młodzieży szkolnej na wzór obozów pionierskich. Dzieci nie zostały w większości zwrócone rodzicom i bezprawnie wywiezione w głąb ZSRR. Umieszczono je w radzieckich domach dziecka. Uznane za obywateli radzieckich po podpisaniu umowy o organizowaniu opieki nad ludnością polską nie podlegały jej, władze radzieckie bowiem stały na stanowisku, że nie są one ani Polakami ani dawnymi obywatelami RP. Pozbawiło to Ambasadę RP w Kujbyszewie, a potem ZPP, możliwości ratowania ich przed wynarodowieniem oraz zorganizowania im powrotu do kraju. Udało się to tylko nielicznym grupom, m.in. dzieciom z diet-domu nr 5 w Karakulino, które z wielkim nagłośnieniem powróciły do Białegostoku. Dziś już wiemy, że dzieci z kolonii letnich w Druskiennikach skierowano do Republiki Udmurtskiej - 176 dzieci umieszczono we wsi Karakulino nad rzeką Kamą w diet-domie nr 5. 17 dzieci z koloni w Druskiennikach k/Grodna znajdowało się w Człakowskiej obłasti ......
Raport w sprawie Polaków wysiedlonych do ZSRR, AZHRL, sygn. 93; Polska Wschodnia okupowana w latach 1939-1941 przez ZSRR, Hoover Institution, Anders 68, doc. 62c.
Jak pisklęta z gniazd. Dzieci polskie w ZSSR w okresie II wojnu światowej.

Alina Krycka, zdjęcie z okresu gdy na siłę
rozłączono ją z matką
i wywieziono do Domu Małego Dziecka w Mieżog-Komi ASSR
8. Polskie dzieci w drodze do Iranu według relacji Józefa Czapskiego.
ASZCHABAD - MESZCHED
DODGE'M PRZEZ PUSTYNIĘ I GÓRY
Bazą w Iranie, do której się wysyła dzieci do Indyj,
jest Meszched, "druga stolica Iranu", ze sławnym meczetem ósmego proroka
Ommana Reze, położony o 180 km od Afganistanu. Dzieci z Rosji są przerzucane autami z
Aszchabadu do Meszchedu. Z partią 60-ciu dzieci przejechałem tę drogę przez grzbiet
górski, granicę sowiecko-irańską, Badżygiran i Kuczan.
Dobę wcześniej, wczesnym rankiem, szedłem ulicami Aszchabadu ze stacji do "Domu
Sowietów", hotelu - obok pomników Stalina i Lenina
Nagle wyrosły przede mną, za gmachem hotelu, wielkie milczące góry. Różowe o
falistych, miękkich kształtach, zupełnie nagie. Wyrastały nagle, jak ściana z
bezżyznej płaskiej równiny. Kiedyśmy dobę później jechali po równej jak stół
szosie, oddzielającej miasto od gór, mieliśmy znów przed sobą tę ścianę ze skał i
piargu o delikatnych, w blasku porannego słońca prawie przezroczystych, liliowych
cieniach, pod turkusowym niebem.
Jedziemy potężnymi trzema szarymi amerykańskimi ciężarówkami.
W górach
Wjeżdżamy w głąb wąwozu. Chude bydło, barany i krowy szczypią całkiem wyschłą trawę Szerokimi serpentynami wspinamy się z nieoczekiwaną szybkością coraz wyżej i wyżej, aż cała strona sowiecka leży -pod ..nami. . W świetle rannego słońca bezkresna pustynia, u stóp skupisko drobnych, białych centek-Aszchabad, na horyzoncie smugi niebieskie, zlewając niebo z ziemią i do złudzenia przypominające zamglone morze, a tu bliżej faliste spady gór o kształtach wyolbrzymionych fałd zmiętego, szarego żołnierskiego koca, ta sama miękkość załomu, a w niektórych miejscach ten sam ton szary. Dzika pustka gór, wyschłe osty na piargu, kilka nędznych glinianych osiedli w ruinie - to wszystko. Wysoko, wśród księżycowego pejzażu kilka małych żółtych domków, i maneż, właśnie ćwiczą żołnierze na kilkunastu koniach. Na innym placyku ćwiczy mały oddziałek chwyty karabinowe. Wyglądają zdaleka jak żołnierzyki z ołowiu. Przychodzi mi na myśl Lermontowski Pieczorin, szukający w dzikich górach Kaukazu przygód, choćby najniebezpieczniejszych, by zabić żrącą go nudę. Czy ludzi podobnych nie ma i dziś na tych "czujkach" granicznych? W powieści Lermontowa nawy bogate w roślinność i dzikie góry Kaukazu, tu są wyschłe grzbiety granicy perskiej, ale zawsze te same, zgubione na krańcach olbrzymiego państwa zbrojne forteczki i ludzie, żyjący tam podobnym życiem miesiącami, może latami, oderwani od świata. Przechodzą stulecia, zmieniają się stroje, ludzie stają jakże podobni wbrew pedagoogiom i propagandom.
Granica
Dojezdzamy w niecałą godzinę do Gałdanu, granicznego
punktu celnego, położonego o 30 km od Aszchabadu. wiecej niż 2000m ponad poziom morza.
Zostajemy tam do do drugiej, bo rewizja trwa tam bardzo długo.
Gałdan - kilka skromnych budynków, celnicy wyprawiają lory z benzyną i nie spieszą
się. Kilkunastu sennych żołnierzy siedzi w cieniu domków. Patrzę na zbocza górskie i
pytam jednego z nich, jak wyglądają na wiosnę. Odpowiada mi, że są zupełnie zielone,
że rośnie tu wiele żółtych i czerwonych tulipanów. Dziś na niektórych tylko
dojrzeć możemy rzadko rozsiane ciemne kępki jakichś krzaczków i wielkie, wyschłe,
złoto - żółte osty na najbliższych wzgórzach i wzdłuż szosy. Dzięki wysokości -
świeższe powietrze, ale słońce mocno piecze. Proszę celnika o pozwolenie pozostania
cały czas w pokoju, gdzie odbywa się rewizja. I tu przy gorączkowym rozpakowywaniu
tobołków znajomię się z jadącymi dziećmi i paniami. Patrzę na chude kosteczki Jasia
Pajączka, na jego bystre, pewne oczy i mały, trochę zadarty nosek. Zaznajamiam się z
braćmi Starczewskimi, braćmi Grzeszkami, z rodziną Dąbrowskich i wielu innymi. Panna
Dąbrowska ma sześć lat. Na bujnej rudej czuprynie nosi słomiany kapelusik i odchylonym
sztywnym rondem i z małym, do ronda przyczepionym, bukiecikiem czerwonych i niebieskich
kwiatków. Ma ciemną, wiśniową sukienkę. Po długich namowach zadeklamowała mi
wierszyk: "Kiziu - Miziu". Potem jeszcze miała zaśpiewać i zatańczyć. Ale
nagle stawia warunek matce, że musi otrzymać naparstek i to zaraz. Matka się na, takie
ultimatum ze względów pedagogicznych zgodzić nie może. Ratuje sytuację ośmioletni
jej brat, Januszek, który odrazu zgadza się coś zadeklamować i w skupieniu recytuje:
Już nie żyjesz i już nie wrócisz. Panie Marszałku, Wodzu Nasz, Wieją sztandary,
czarne sztandary, czarna krepa spada na twarz.
- Skąd znasz ten wiersz? pytam - Dziadzio ze Lwowa przysyłał gazetkę do Turkiestanu.
Rewizja
Rewizja jest nadzwyczaj dokładna, ale uprzejma. Każdy
papier zapisany przegląda specjalny urzędnik, umiejący czytać po polsku. Celnik
zabiera się do kufrów i worków jadących z nami pań. Cała nędza tułaczki, walka o
byt, wszystko to napisane na tych biednych przedmiotach. Jedna z pań stawia na stole
worek sucharów. Suchary z okropnej mąki, stare, wyglądają jak górski piach i brunatne
kamienie. Po wysypaniu zawartości worka i starannej rewizji - właścicielka sucharów
pilnie je zgarnia z powrotem. Iran, Teheran, Bombaj? - cóż można wiedzieć? Może znowu
głód i poniewierka. Nauczyła się nieufności wobec losu. Potem idzie kufer z
dziesiątkami szmatek i szmateczek. Resztki z jakichś podszewek, sznurków, stare guziki,
graciarnia. Celnik rozwija każdą szmatkę. Zanurza metalowy kijek do każdej puszki i
słoika. Jedna z pań, matka z dwojgiem dzieci, jedzie z Turkiestanu. Pod starannie
upraną bielizną dzieci leżą pierniczki miodowe i trzy wielkie butelki miodu. W
kołchozie wypłacano nam trudodnie miodem wyjaśnia nam.
Przychodzi kolej na toboły innych rodzin. Jeden zawiera ozdoby skromnego mieszkania
dywaniki wyszywane włóczką, poduszki wyszywane włóczką, poduszki w desenie haftowane
z długimi frendzlami, firanki z nicianych koronek, starannie ułożone. Te właśnie
przedmioty były skarbem i ratunkiem rodzin. Ze sprzedaży mogły dokarmiać swoje dzieci.
Niektórym powodziło się lepiej i jeszcze dziś część dobytku wiozą ze sobą dalej w
świat.
Mama umarła...
Ach, proszę pana, nie ma nic straszniejszego, jak kiedy dziecko jest głodne i nie ma co mu dać jeść" mówi jedna z matek. Dzieci bez rodziców opowiadają, każde inną i każde smutną, historię. Gdzie twój, ojciec? Nie wiem. Mama umarła. Albo mama w kołchozie została - nie puścili. Albo mama została na stacji. Zwykłe nie wie na jakiej. Wyszła z wagonu. Pociąg ruszył. Jest jedna dziewczynka w gromadzie. Przybyła na stację do Aszchabadu z ciężko chorymi: matką i bratem. Tatkę trzeba było zaraz ze stacji wysłać do jednego że szpitali. Braciszka również. Ale skierowano go do innego. Całą rodzinę płaczącą rozerwano na stacji. Przy pożegnaniu matka poleciła córeczce, żeby strzegła, jak oka w głowie, małej skrzynki, bo tam są obrączki. Po kilku dniach matka umiera w szpitalu aszchabadzkim. Brat nadal leży ciężko chory, a dziewczynce pod namiotami ukradziono skrzynkę z obrączkami.
W Iranie
Koło drugiej godziny rewizja skończona. Ruszamy dalej.
Jeszcze kitkaset metrów zwęża się szosa. Warta sowiecka na samym grzbiecie góry,
ubranym w szlaki drutu. Przepuszczają nas po krótkiej kontroli przez odrutowaną bramę.
Jesteśmy w Iranie - odruchowo się żegnam i czuję przyjacielski uścisk ciężkiej
ręki szofera na moim ramieniu. "No cóż, żeby nie jeden człowiek, to byśmy tam
wszyscy zginęli".
Pod tym niebem promień nie turkusowym góry dalsze są zupełnie różowe. Niektóre
osypiska szare, ale ta szarość w świetle nieba robi wrażenie zielonkawe. Bliżej
wzgórza prawie cytrynowe od wyschłych ostów. Przez drogę przebiega ją wielkie szczury
jak króliki, dzieci nazywają je zajączkami oraz niewiarygodnej wielkości jaszczurki na
wysokich nogach. Dojeżdżamy do Badżegiranu. Już zupełnie wschodnie miasteczko z
płaskimi dachami i kilku domami większymi, przeznaczonymi dla wojska. Budowane są przez
Niemców. Tu urzęduje przedstawiciel władzy sowieckiej, który znów bada nasze
dokumenty. W malutkim pokoiku siedzę na ławie pokrytej makatą dosłownie tego typu co
otomana w gabinecie ojca w latach mego dzieciństwa.
I staje mi nagle przed oczami ten gabinet, stara otomana z popsutymi sprężynami i
dziurami wykopanymi przez nasze "koziołki". Siedmioro rodzeństwa po kolei pod
wielkim portretem ukochanej klaczy "Confidence" wysiedziało tę kanapę
słuchając głośnego czytania ojca. Czytał nam po kolei "Trylogię"
"Davida Copperfielda" i wiele innych książek. Widzę tak wyraźnie twarz jego
oświetloną przez lampę, profil z dużym orlim nosem i ciemnymi wąsami, głowę,
przechyloną w tył i łzy- jak tylko scena zaczynała być wzruszająca. Jakże pamiętam
po tylu latach w palący upał na granicy Persji rozkosz tej wieczornej półgodziny i
obawę, że się już szybko skończy, że każą nam iść spać.
Persowie
Pierwsze wrażenie z Persji to niesłychana uprzejmość
ludności. Więcej niż uprzejmość - serdeczność. Wszystkie dzieci i wielu starszych
machają nam serdecznie rękami. W Kuczanie przynosi nam dwóch młodzieńców winogrona
za darmo. Bo ruble trzeba było oddawać na granicy, a nikt tu nam tumanów nie wydawał.
-Jazda dalej z Badżegiranu do Kuczanu najtrudniejsza i chyba najpiękniejsza. Zakręty
są tak ostre, że wielkie Dodge brać ich za jednym zamachem nie są w stanie. Szereg
katastrof już tu miało miejsce od wiosny. Drogę rozszerzają robotnicy sowieccy.
Wjeżdżamy w wąskie przełęcze wśród najeżonych rudoczerwonych skał, przejeżdżamy
wbród rzeczkę i tam robimy odpoczynek. Dzieci z rozkoszą pluszczą nogi w wodzie, w
ogóle są nadzwyczaj grzeczne. Przepaście wcale ich nie straszą. Reagują na naszą
podróż jak na majówkę. Koło każdego strumyka wody zaraz bujne życie roślinne -
smukłe, młode topole, wierzby. Od czasu do czasu wioski. Kilkanaście, kilkadziesiąt
małych domków glinianych. Z przodu słupki, zwyczajne cienkie belki - kolumny. Nawet
najuboższe domki mają proporcję, prostotę i charakter. Dają oczom radość pięknej
architektóry.
Po Kuczanie już droga równa, zmierzch, potem noc.
Koło pierwszej godziny w nocy budzi nas rudawy błystk elektrycznych latarni - to
Meszched.
Autor: Józef Czapski, Orzeł Biały nr 30, 1942 rok str. 4
Szkolnictwo polskie podczas II wojny światowej:
1939-1941 Rumunia |
1941-1945 Związek Sowiecki |
Po 1945 Bliski Wschód |
Ogółem należy ocenic iż w 300 miejscowościach
świata poza terytorium Polski były polskie szkoły. Ocenia się iż z terenów Polski
włączonych do Związku Sowieckiego wywieziono w latach 1939-1945:
-1.050.000 obywateli Polskich z czego 380.000 dzieci, z których tylko
17.000 dzieci uratował gen.W.Anders
Ponad 20.000 ankiet polskich uchodzców oskarżających Związek Sowiecki o zbrodnie przeciwko ludzkości leży w Instytucie Hoovera w Kaliforni USA i kopie tychże dokumentów w Warszawie. Nikogo to nie intersuje i nikt nie poniósł kary z te zbrodnie? A co stało się z resztą? Do dzisiaj osłania zmowa milczenia analogi do śmierci gen.Sikorskiego itp. Na prawdę o Katyniu czekaliśmy "tylko" ponad 50 lat, a kto i kiedy rozliczy dzieciobujstwo???
W oparciu o książki:
W TRZY STRONY ŚWIATA Kamil Barański 1991
W SOWIECKIM OSACZENIU Z.S.Siemaszko 1991
Ps. Proszę o udostępnienie innych dowodów wynaradawiania Polskich Dzieci w ZSSR.
Materiały proszę przesłać na mój e-mail: biorytm@plusnet.pl Dziękuję.