Jesteś licznik osobą od 1999.04.30

DEPORTOWANII
Z HISTORII

Powrót Back
Akutalizowano 2006.05.08

  A Forgotten Odyssey       DEPORTOWANI Z HISTORII  
Wynaradawianie             Łagry następne             Jestem Polakiem             W naszej osadzie              Wywózka kolonii letnich
 Polskie dzieci w drodze do Iranu według Józefa Czapskiego

 www.aforgottenodyssey.com Zapomniana Odyseja - A forgotten odyssey

Zapomniana Odyseja_część 1 tylko na CD - only CD

Zapomniana Odyseja_część 2  tylko na CD - only CD

Uwaga: Aby odtworzyć film należy zainstalować programy  MP64FULL DivX5  znajdujące się na płycie:
 mp64full.exe  i  DivX5.exe


Oglądaliśmy film Pani Yagna Wright z Londynu "Zapomniana odyseja"
o deportacji 1,7 mln Polaków w 1940 do ZSRR.

Film nadało BBC na kanale historycznym 17 IX 2001 roku
oraz TVP1 o godz. 20.10 w Polsce.

Jeżeli chcesz zamówić kopie filmu "Zapomniana odyseja" napisz:
If you want to buy this film send e-mail:
veritas@polish.co.uk

Tomasz Wit Wachowiak
Veritas Foundation Publication Centre
63 Jeddo Road, London W12 9EE, U.K.
Tel 020 8749 4957 Fax 020 8749 4965


LISTA DZIECI I MŁODZIEŻ KRESOWEJ 
ocalałej w

 

LISTA

 Ifahan-Iran 1942-45 i Zouk-Mikael Liban 1945-50 w oparciu o książkę "Isfahan   Miasto Polskich Dzieci"

LISTA

 Oudtshoorn w płd. Afryce 400 z nich to dzieci wysłane z Isfahanu w 1943

LISTA

 Polskie dzieci na Równiku 1945-1948 - Afryka, Kenia Rongai

LISTA

 Nowa Zelandia

LISTA

 Indie  zdjęcia: 1 2 3 4   z archiwum: Barbara Charuba, Ottawa, ON, Canada 

LISTA

 Meksyk    zdjęcia: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13    z archiwum: Julek & Teri Plowy, San Bernardino, CA, USA

LISTA

 TANGERU - TANZANIKA - AFRYKA

LISTA

 Afryka Wschodnia i Rodesia 

Dokument

 Polskie dzieci w Palestynie 1942

Dokument

 Opis dzieci z Japonii


From the Book I just received, "For your Freedom and Ours", here is an
interesting photograph if our Polish soldiers marching in the WII Victory
celebration Parade in England in May1945. If you have the book, the picture
is on page 122.

They endured slavery in Siberia like all my relatives ion my mom's and dad's
side, and fought to save England from the Nazis, and fought all over Europe
like Monte Casino like my 3 uncles, German Nazi concentration camps like my
dad and uncles, etc..

According to the Book as a result of Germany's Nazis and Russian's Soviet's
WWII aggression,
=========================
290,435 Polish soldiers died in battle

6 Million Polish Citizens died in the WWII time period - specifically half
were of the Jewish Religion

2 Million were forcibly deported to die in Russian Siberia

22% of all Polish citizens died as the result of the war

12.4% of all Russian citizens died of the war

1.3% of all France's Citizens died as a result of the war

0.8% of all Britain's citizen's died as result of the war

0.14% of all USA's citizens died as a result of the war


This is the best book on Poland's armed forces in WWII. Awesome pictures,
etc..

Add their names to the list 
          Dołącz ich imiona i nazwiska do listy

 

Represje sowieckie wobec Polaków i obywateli polskich

Miejsce

ilość osób

informacja

Rozstrzelani w Katyniu 4410 jeńcy polscy z Kozielska, rozstrzelani w kwietniu-maju 1940
Rozstrzelani w Charkowie 3739 jeńcy polscy ze Starobielska, rozstrzelani w kwietniu-maju 1940
Rozstrzelani w Twerze 6314 jeńcy polscy z Ostaszewa, głównie funkcjonariusze państwowi, rozstrzelani w kwietniu-maju 1940 Twerze i pogrzebani w Miednoje
Uwięzieni w Borowiczach 5795 internowani w obozie jenieckim nr 270 w obwodzie nowogrodzkim w latach 1944-49
Jeńcy w Griazowcu i Suzdalu 3640 jeńcy wojenni 1939 roku przetrzymywani w obozach sowieckich do sierpnia 1941 roku
Aresztowani w rejonie Lwowa i Drohobycza 5822 aresztowani przez organa sowieckie między wrześniem 1939 roku a czerwcem 1941 roku
Uwięzieni w Stalinogorsku 6326 aresztowani w latach 1944-45 'internowani' w obozie kontrolno-filtracyjnym nr 283 i jenieckim nr 388 w obwodzie moskiewskim.
Uwięzieni w Donbasie i pod Saratowem 4782 wywiezieni z Wilna w 1945 roku 'internowani' w obozach kontrolno kontrolno-filtracyjnych nr 240 w Donbasie (Stalino) i nr 321 pod Saratowem
Jeńcy zmarli i zaginieni 1785 jeńcy wojenni 1939 roku zmarli w obozach jenieckich NKWD w latach 1939-41 oraz jeńcy zaginieni w czasie ewakuacji obozu lwowskiego latem 1941
Więźniowie łagrów w rejonie Workuty 4410 aresztowani w latach 1939-41 i uwięzieni w łagrach rejonu workuckiego

 

 


Wyzwoliciele Wrocławia 1945

Wrocław 09.05.1985

Wrocław 09.05.1985

 
Cmenatarz Żołnierzy Amerykańskich w Luksemburgu WW2 - fot. A. Wronecki 2002


Relacja z obchodów rocznicy agresji z dnia 17 IX 1939 we Wrocławiu

huskowskitenc1.jpg (18375 bytes) prezes2.jpg (21700 bytes)

Prezydent Wrocławia Stanisław Huskowski
i Prezes Związku SYBIRAKÓW Jan Tenc dnia 17.09.2001

Zebrani goście przy pomniku Sybiraka we Wrocławiu

kskarhengulbinowicz.jpg (16251 bytes) pulkkoperpacholczyk.jpg (12181 bytes)

Uroczysta Mszę koncelebrował
ks. Henryk kardynał Gulbinowicz
Edward Pacholczyk (Argentyna - odwiedził rodzinę we Wrocławiu po 60 latach poszukiwań)  i pułk. Ryszard Kopera

kspeszkowski3.jpg (18491 bytes) czesiamarysia7.jpg (20047 bytes)

ks. Peszkowski "uratowany" z Katynia od lewej: Czesia Biegańska, Zosia Otorowska-Reczulska
z koleżankami

tablica2.jpg (12775 bytes)  p_kierska10.jpg (15125 bytes)

glosnik.gif (459 bytes) posłuchaj

marysiaja4.jpg (19492 bytes)
Marysia Gordziejko i Władysław Czapski
"Koło Wychowanków Szkół Polskich Isfahan-Liban"

Ps. Proszę o udostępnienie innych dowodów wynaradawiania Polskich Dzieci w ZSSR.
Materiały proszę przesłać na mój e-mail: biorytm@plusnet.pl. Dziękuję.

 

POLAND 1,700,000 to USSR (Sybir) in 1940
pociag_zsrr.gif (26955 bytes)
25,000 murder Polish officer-prosoners in 1940
KATYŃ, STAROBIELSK, OSTASZKOWO ...

nazisoviet.gif (66831 bytes)

stalin.jpg (6151 bytes)

Spotkanie dwóch agresorów na rzece Bug wrzesień 1939
Niemieccy żołnierze wręczają kwiaty radzieckim kolegom.

Meeting both agressors Read Army and German
soldier on the Bug river after ocupation of Poland 1939

dep_n-sfriendship_270.jpg (14915 bytes)

Gen. Swmyon Moiseyevich Kirvoshein (NKWD) salut to Gen.Heinz Guderian (German)
Brzesc 22.09.1939

mapa_agresji.jpg (64945 bytes)

Mapa agresji sowieckiej na Polske

polska 1939

pic05230018.jpg (145687 bytes)

Świadek / Deponent 2005

voice1
voice2

ochronka1943iran.jpg (17569 bytes)   ahwaz1942.jpg (17456 bytes)

 

zeslanie01.jpg (38977 bytes)  kidsevacuees1.jpg (31128 bytes)

Group of children rescued from the Soviet Union in one of the orphanages organized by the Polish Army in Persia.

Zdjęcie Basi i Fryderyk Sgrunowski w drodze do Krasnowocka, 23 marzec 1942 (zdjęcie z prywatnych zbiorów Zofii Jordanowskiej)

Photo of Basia and Farynka Sgrunowski on the train to Krasnovodzk, 23 March 1942 (from the private archives of Zofia Jordanowska - courtesy of VideoFact).

The "Kresy-Siberia list" brings into contact people from countries around the world with a special interest in the tragedy of the 1.7 million Polish citizens of various faiths and ethnicities (Polish, Ukrainian, Belorussian, Catholic, Orthodox, Jewish, etc.) deported from eastern Poland (Kresy) in 1940-42 to special labour camps in Siberia, Kazakhstan and Soviet Asia. Some 115,000 of these were evacuated through Persia in 1942 as soldiers of Anders Army and their families - and eventually made their way to the West. The circumstances of their odyssey and the tragic history of the Polish citizens under Soviet occupation during the war was hushed up by the Allies during the war to protect the reputation of the Soviet Union, an important ally in the war against the Nazis.

Sixty years later the survivors have aged and many have died. With this list we hope to bring together surviving deportees and their descendants to remember, learn, discover and spread the word of their ordeal to the world and to future generations.

 www.aforgottenodyssey.com Zapomniana Odyseja - A forgotten odyssey

 

 

persia.jpg (29275 bytes)   shipevacuee.jpg (21359 bytes)
Polskie dzieci po opuszczeniu ZSRR w drodze do IRANU 1942

Zapomniana Odyseja Polskich Dzieci
Aforgotten Odysey Polish Children

spismemorial1.jpg (31041 bytes)

spismemorial2.jpg (42764 bytes)

str602i603.jpg (130024 bytes)
Opis " Pozycja 14 Władysław Czapski - autor strony"
          "Pozycja 13 Wanda Czapski siostra"
           "Ochronka Jakkobag w Uzbeckiej ZSRR 04-08 1942"

str604i605.jpg (105736 bytes)

"Na pozycji 94 Czapska Janina - Mataka Władysława Czapskiego i Wandy Czapskiej"


sikorski_optim.jpg (13003 bytes)
Premier Rządu Polski
Władysław Sikorski

sikorski_okladka1.jpg (11932 bytes)      sikorski_okladka2.jpg (21504 bytes)      

 

 

reminescecje1.jpg (38188 bytes) reminescecje2.jpg (29143 bytes)

 


A Forgotten Odyssey

The Times (London)

February 8, 2001, Thursday

SECTION: Features
HEADLINE: Even the Russians have mustered a show of repentance for Katyn. But in Britain officialdom stands mute and unyielding
BY: Richard Morrison

     A distinguished audience will gather in the Imperial War Museum on Monday evening to watch one of the most disturbing documentaries I have ever seen. True, it is nothing special in visual terms, since it mostly consists of old people recalling something that happened 60 years ago, and far away from any cameras. Perhaps that is why the BBC won't show it (it goes out on the History Channel later this year). Or perhaps the reason is the one given privately to the film's makers: that the public is "bored" with Second World War documentaries.

    But bored or not, anybody who cares about Britain's moral standing in the world ought to take notice of A Forgotten Odyssey, by Jagna Wright and Aneta Naszynska - if only because it indirectly explains why many Poles are still bitter about the role that Britain played in "selling out" their country at the 1945 Yalta Conference. By design, Monday's screening falls on the anniversary of that momentous meeting between Roosevelt, Stalin and Churchill.

    Actually, A Forgotten Odyssey doesn't tell a "forgotten" story. Rather, it is one that has hardly registered at all with the British public. Those who think about such things perhaps have a vague disquiet about the fact that, having gone to war in 1939 to save the Poles from one murderous tyranny, we ended up handing them over to another. But quite how much the British Government knew in 1945 of Stalin's almost genocidal desire to crush the Poles has always been a murky subject. A Forgotten Odyssey adds to the mountain of evidence, suggesting that we knew far more than we have ever officially admitted.
   
    The film tells of the 1.7 million Poles deported by Stalin in 1939 after he invaded Poland from the east, just 16 days after Hitler invaded from the west. The Poles were herded into cattle trains and consigned to slave labour in Siberia and Kazakhstan. More than a million subsequently perished, in conditions of unimaginable horror.

    When Hitler attacked the Soviet Union in June 1941 and Stalin became our ally, Churchill persuaded the Soviet monster to offer an "amnesty" to those Poles left alive in his camps. Summoning immense fortitude in the face of typhus and dysentery, the survivors trudged thousands of miles south to join General Anders's Polish Army in Persia. Many then fought for the Allies with conspicuous bravery, particularly at Monte Cassino and Arnhem. But they were instructed by the British authorities never to speak openly about their suffering in Stalin's hands, lest public confidence in our vital Russian allies be shaken.

After the war, of course, when the entire Polish nation was handed over to Stalin (with Churchill telling the House of Commons that he could foresee "many happy days ahead" for a Soviet-controlled Poland), their story couldn't be told. And now we are apparently "too bored with the Second World War" to listen to it. No wonder that the survivors of that ill-fated 1.7 million feel as if they have been deported from history just as brutally as they were deported from their homeland.

    But A Forgotten Odyssey does not tell the whole story. After Stalin invaded Poland, his secret police, the NKVD, seized 15,000 Polish officers and 7,000 welleducated civilians: the brightest and best of Polish intellectual life. They were imprisoned near Katyn in western Russia. In April 1940, all 22,000 were shot - each in the back of the head.

    Three years later, advancing German troops discovered one of the mass graves and the news of Stalin's atrocity was denounced, with breathtaking hypocrisy, on German radio. The Soviet Union flatly denied the charge and said that the Germans must have done the killing. At which point the British Government wheeled out every propaganda weapon at its disposal to support the Soviet story. A government memo puts the matter with chilling clarity: "It is our job to help to ensure that history will record the Katyn Forest incident as a futile attempt by Germany to postpone defeat by political methods."

    So far-reaching was this aim, it seems, that the Foreign Office was still claiming in the 1980s that there was no evidence to link the Soviet Union with the Katyn massacre. And even after 1990, when Gorbachev admitted his country's guilt as part of the glasnost process and released the files that proved it, the Foreign Office persisted in claiming that the British had never known - or at least, never known for certain. "There was no question of a 'cover-up'," a Foreign Office inquiry concluded in 1996.

    Of course, this is disingenuous tosh. What upsets the Poles is not so much that the British Government made decisions between 1943 and 1945 that had a catastrophic impact on the future of Poland. After all, the realpolitik imperative of beating Hitler more or less dictated that Stalin was appeased.

    No, it's the fact that we have never admitted knowingly betraying an ally that fought Hitler from the first day of the war to the last - let alone offered the Poles an apology. The cover-up has gone on and on. Even the Russians have now mustered a semi-decent show of repentance for Katyn; no fewer than three separate memorials have been erected in the past year (though it seems that no former NKVD officer will ever be prosecuted for the massacre). The US Congress publicly accepted the truth of Katyn as long ago as 1952.

    But in Britain officialdom stands mute and unyielding, or weaselly and obstructive. Why? Is it so important that the Foreign Office (which seems to have devoted an awful lot of energy between 1945 and 1985 to appeasing the Soviet Union) doesn't lose face? Has Robin Cook abandoned his "ethical foreign policy"? Was Tony Blair only kidding when he made that noble speech at last month's Holocaust ceremony about never forgetting the terrible lessons of the 1940s?

    If these fine words mean anything, they must surely convince us to repay the debt of honour owing to a generation, and a nation, that has waited 60 years for the full truth to be told.

 


kancelaria1.gif (28625 bytes)

kancelaria2.gif (25037 bytes)


The Independent 3th April, 2000

The forgotten children of Poland's past

It's a story that no one wanted to hera after the war. But now one woman has uncovered
the truth of Polish families that survived the horrors of Stalin's labor camps.

by Marry Braid

dzieci.jpg (30703 bytes)
    The lucky few children were some of the thousand of Poles who trekked across the Soviet Union to reach safelty in Iran.

 

janina_kwiatkowska.jpg (24296 bytes)
    Now 70 and living in London. Janina Kwiatkowska struggled to survive in the Syberian camps. 'We were like animals', she says.

   isfahan_teatrzyk.jpg (29597 bytes)
Isfahan-Iran 11.11.1943 - Polish children
In Isfahan were 2,349 Poles. 1631 children, 87 men, 476 women in 1944

Krespondencja udostępniona przez Instytut Hoover'a Pani Irena Czernichowska
dnia 15.05.2001 o historii Polskich dzieci w Isfahanie w 1944 roku. Polaków było 2349 osób
w tym 1631 młodzieży szkolnej, 87 mężczyzn, 476 kobiet.


 

Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu Instytut Pamięci.

WARTO PRZECZYTAĆ I ZAPOZNAĆ SIĘ Z TREŚCIĄ.

W III Rzeczpospolitej Polskiej, już w 7 roku jej istnienia, zastępca dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, Instytut Pamięci Narodowej prof. zw. dr hab. Andrzej Skrzypek o najwyższych kfalifikacjach potrafi takimi kategoriami rozumować i chyba tylko udając, że tego typu sierocińce nie powodowały wynaradawianie a swoim podpisem to potwierdził..

Nie podzielam treści wyżej wymienionego pisma i udostępniam fragmenty książek finansowanych przez Urząd d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych !!! Autorów książek zawsze można przesłuchać na tą okoliczność.


2. Deportowani z historii

"Prawda o polskiej tragedii do tej pory zagrzebana jest w archiwach"- pisze rosyjski publicysta

HOBOE
BPEMR

(4 VI 2000)

    "W KWIETNIU w Anglii, tak jak wszędzie, obchodzono 60. rocznicę rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu. Zostali oni zamordowani przez NKWD na rozkaz (prawdopodobnie ustny) Stalina. Długo zbrodnię tę przypisywano nazistom. Kiedy na londyńskim cmentarzu odsłaniano obelisk ku czci ofiar Katynia, ambasada radziecka protestowała przeciwko wyrytej na nim dacie <1940>, gdyż oficjalnie zbrodnia miała miejsce w 1941 roku, kiedy Katyń był pod niemiecką jurysdykcją.
    Obecnie Moskwa oficjalnie przyznaje, że to na niej spoczywa odpowiedzialność za ten masowy mord. Prezydent Putin ku powszechnej uldze złożył propozycję przeprowadzenia wspólnego rosyjsko-polskiego śledztwa. Nazwiska wszystkich zamordowanych są już znane. Znane są także nazwiska i adresy żyjących jeszcze funkcjonariuszy NKWD, którzy mieli coś wspólnego z tymi masowymi mordami. Pozostaje sprecyzować szczegóły.

Stara rosyjska tradycja...

    Teraz obraz tragedii katyńskiej przypomina górę lodową, której szczyt tylko wystaje nad powierzchnię morza. Po pierwsze - w samym Katyniu rozstrzelano około 4-5 tysięcy Polaków, lecz masowe mordy polskich oficerów miały miejsce jeszcze w kilku innych miejscowościach. ogólna liczba rozstrzelanych wynosi niemal 25 tysięcy. Nie byli to nawet zawodowi oficerowie, lecz rezerwiści - kwiat, jak uważają Polacy, narodu polskiego. Lecz oprócz tego miały miejsce masowe deportacje Polaków z obszaru Zachodniej Ukrainy (Wschodniej Polski) zajętej przez wojska radzieckie w rezultacie rozbioru Polski zgodnie z postanowieniami paktu Mołotow-Ribbentrop. Na Syberię i do Kazachstanu zesłano 1,7 miliona Polaków.
    Zsyłki Polaków na Sybir to stara rosyjska tradycja. Rosyjska historia splamiona jest polskimi powstaniami. Po każdym powstaniu kolejna partia polskich elit szła na zsyłkę. Nie poszukiwałem specjalnie tych, kogo dotknęły te represje. lecz jest ich tak wielu, że zapewne każdy z nas przynajmniej kilka razy w swoim życiu natrafiał na ślady polskich deportacji. Ja na przykład w latach pięćdziesiątych chodziłem do szkoły w obwodzie archangielskim razem z Jakubowskimi, Rogaczewskimi, Kownackimi... Byli to całkowicie już zrusyfikowani potomkowie zesłańców sprzed 100 lat. W Londynie mój przyjaciel wynajmował mieszkanie u niejakiej pani Kobyłkowej. Pani Kobyłkowa wspominała swoje dzieciństwo, spędzone w Karagandzie, a dowiedziawszy się, że obaj z przyjacielem wybieramy się do Rosji, próbowała skłonić nas, byśmy zawieźli pieniądze jakiejś Rosjance, która pomogła jej przetrwać. A rodzice polskiej studentki, która w latach osiemdziesiątych opiekowała się naszą córką, także przeszli przez Aima-Atę (pochodzili ze Lwowa).
    Tak więc nawet ktoś tak jak ja stojący z boku ma dostatecznie wiele wiedzy o strasznych losach Polaków, którzy dostali się w tryby europejskich geopolitycznych zmian. Kto jednak chciałby o tych sprawach dowiedzieć się czegoś więcej, okaże się wtedy, że nie jest to takie proste. Stalinowskie deportacje Polaków w 1940 roku są słabo udokumentowane i za granicami Polski w ogóle nie odnotowane przez kroniki historyczne. Te straszne wydarzenia jakby skazane zostały na historyczny niebyt.

Męstwo i zdrada

    Nie wszyscy pogodzili się z tym. Mieszkająca w Londynie Yagna Wright poświęciła pięć lat na zbieranie materiałów do filmu o deportacjach Polaków w latach 1939-1940. Pokaz jej filmu, będącego montażem archiwalnych materiałów filmowych i relacji naocznych świadków, był niedawno wyświetlany w londyńskim ICA (Instytut Sztuki Współczesnej). Świadkowie liczą sobie dziś już z reguły ponad 70 lat, w czasie deportacji byli oni dziećmi. Los deportowanych Polaków był straszny. Ginęli z głodu i zimna, od przymusowej pracy ponad siły. Z 1,7 miliona deportowanych przeżyło zaledwie 0,5 miliona.W czasie, kiedy ich deportowano, ZSRR i hitlerowskie Niemcy były sojusznikami. Rok później sojusznicy walczyli już z sobą. Dla deportowanych Polaków otwarło się wyjście z syberyjskiej matni. Teraz Polacy mogli się przydać w wojnie z Hitlerem. Generał Anders zaczął formować polskie jednostki. Jednak po tym wszystkim, co się niedawno wydarzyło, użycie ich na froncie wschodnim pod rosyjskim dowództwem okazało się niemożliwe. Koncentracja polskich ochotników odbywała się na terenie Związku Radzieckiego (w Buzułuku), lecz formowanie polskiej armii odbywało się pod patronatem Anglików, jako że polski rząd emigracyjny rezydował w Londynie. Dzięki temu wielu deportowanych Polaków zdołało opuścić Związek Radziecki przez Iran. Walczyli Polacy w Holandii, we Włoszech; Monte Cassino, gdzie poległo wielu Polaków, stało się jednym z symboli heroizmu drugiej wojny światowej. Mimo, że Polska została pokonana i okupowana na samym początku wojny, Polacy walczyli mężnie na wielu frontach. Z całą pewnością nie mniej i nie gorzej niż Francuzi. Być może nie odnieśli takich sukcesów jak Jugosłowianie, ale walczyli niewiele gorzej od nich.
    Lecz po wszystkich tragicznych doświadczeniach i mężnych bojach Polaków czekał cios. Najpierw konferencje w Teheranie i w Jałcie uznały rozbiór Polski, przyznawszy wschodnie terytoria ówczesnej Polski ZSRR... A przecież niemal wszyscy żołnierze sformowanej w ZSRR polskiej armii pochodzili z tych terenów i mieli nadzieję, że po zwycięstwie Polska zostanie zjednoczona i będą mogli wrócić do swoich domów. Kiedy Polacy dowiedzieli się o tym, że zostali zdradzeni, nie chcieli dalej walczyć. Udało się ich do tego przekonać. Lecz kiedy wojna skończyła się, czekał ich jeszcze jeden despekt. W Londynie nie dopuszczono ich do parady zwycięstwa. Była to wołająca o pomstę do nieba niesprawiedliwość. Churchill uznał za stosowne przeprosić ich, lecz była to słaba pociecha dla Polaków, którzy tak wiele wycierpieli i tak mężnie walczyli.

Sojusznicy chcą zapomnieć

    Polacy, którzy znaleźli się na froncie zachodnim i w samej Anglii, jeszcze w trakcie wojny mogli opowiedzieć o tym, co ich spotkało po okupacji wschodniej Polski przez wojska radzieckie. Nikt ich jednak nie chciał słuchać, zaś władze angielskie usilnie doradzały, by nie opowiadali o tym, co im przyszło przeżyć w trakcie deportacji: bały się zrazić sobie potężnego sojusznika. A poza tym zachodni politycy, a nawet zwykli ludzie, z instynktownym niedowierzaniem przyjmowali relacje naocznych świadków. Były to opowieści tak niesamowite, że wydawały się nieprawdopodobne.
    Można znaleźć racjonalne wyjaśnienie powodów, dla których polską tragedię przemilczano w czasie wojny i w pierwsze kilka lat po wojnie. Zadziwiające jest to, że także długo potem brytyjskie MSZ w dalszym ciągu postępowało tak samo. Nawet radziecka wersja tragedii katyńskiej była bez zastrzeżeń uznawana za prawdziwą aż do 1990 roku, kiedy to Gorbaczow oświadczył, co się w istocie rzeczy stało. I to pomimo, że władze brytyjskie dysponowały raportem ambasadora brytyjskiego w Warszawie, który od samego początku odrzucał radziecką wersję i przedstawiał dowody na to, że Katyń był dziełem rąk NKWD. Raport ten do tej pory nie został ujawniony. Wspomina o tym lord Bennet, który w czasie wojny walczył razem z polskimi lotnikami, a potem został odkomenderowany do sztabu generała Andersa. Lord woła o sprawiedliwości i ujawnienie dokumentów. Lecz jest niemalże zupełnie osamotniony.

    Kiedy Polacy - a jest ich w Londynie ponad 100 tysięcy - postanowili wznieść pomnik zamordowanym w Katyniu, przeszkadzano im na wszelkie możliwe sposoby. Pomnik miał być usytuowany w centrum Londynu, w dzielnicy Kensington, gdzie swoje siedziby mają liczne ambasady, łącznie z radziecką. Moskwa zareagowała wtedy histerią i Polaków poproszono, by wynieśli się ze swoim pomnikiem daleko do północno-zachodniego Londynu. Prócz tego polski pomnik oficjalnie ma niższy od status - straszny i absurdalny szczegół, jaskrawo uwypuklający biurokratyczną małostkowość i tępą nieprzychylność miejscowych władz.

    Dotyczy to najtragiczniejszego aktu polskiej tragedii. A cóż tu mówić o upamiętnieniu jakichś anonimowych deportowanych Polaków, zaledwie zmarłych z głodu i zimna. Ich losy, jak mówi Yagna Wright, okrywa zmowa milczenia. Czym to należy tłumaczyć?

    W tej sprawie na marginesie filmu pani Wright wyrażono pewne przypuszczenia. Oto na przykład w tygodniku NEW STATESMAN wypowiedział się Nikołaj Tołstoj. Należało oczekiwać, że Nikołaj Tołstoj zabierze głos, niegdyś już bowiem zajmował się podobną sprawą. W 1945 roku rosyjscy kozacy ze swoimi rodzinami, walczący (nominalnie) po stronie Niemiec, znajdujący się w południowej Austrii, zostali wydani władzom radzieckim. Wydano nawet tych, którzy uciekli z Rosji jeszcze w czasie wojny domowej, nie byli obywatelami ZSRR i wobec tego układy jałtańskie ich nie dotyczyły. Kozaków rozbroiły (oświadczywszy im, że jadą do Afryki, by służyć w Legii Cudzoziemskiej) i wydały Związkowi Radzieckiemu angielskie władze okupacyjne. Przed Tołstojem badaniem tej operacji zajmował się lorce Betel), który zdradzie kozaków poświęci) książkę jeszcze w latach siedemdziesiątych. Lecz Tołstoj poszedł dalej niż lord Betel), oskarżywszy kilku pierwszoplanowych polityków brytyjskich (wśród nich był także były premier Harold Macmillan) i wyższych oficerów o ustępstwa wobec; Moskwy, które wcale nie były konieczne i o haniebne postępowanie z kozakami i ich rodzinami. Jeden z obwinionych, lord Aldington, odwołał się do sądu. Tołstoj proces przegrał. Tak więc formalnie rzecz biorąc kwestia winy Macmillana, Aldinotona i innych została rozstrzygnięta i kwestionowanie wyroku sądu byłoby rzeczą niestosowną. Proces pokazał jednak, że władze brytyjskie reagują skrajnie nerwowo na jakiekolwiek aluzję do ich pasywnej; ugodowej polityki wobec Stalina i nie chcą, by im przypominać o tym, że zamykali oczy na skandaliczne represje. Bowiem nawet legendarny Churchill nie zachowywał się nazbyt honorowo. Lord Bennet cytuje słowa, jakie Churchill wypowiedział w parlamencie w trakcie ratyfikacji umów .jałtańskich: Oczywiście Churchill był zmuszony do wielu rzeczy pod ciśnieniem sytuacji. Nikt jednak nie ciągnął go za język i nie kazał wygłaszać takich pompatycznych kłamstw, które w uszach Polaków dźwięczały jak szyderstwo. Nawiasem mówiąc 27 deputowanych Izby Gmin było przeciwnych ratyfikacji umowy jałtańskiej. Niemiłe wspomnienia... Zresztą w Londynie nie lubią też, żeby im przypominać o ich powojennym stosunku do Żydów, przybywających do Palestyny, którą Angłicy wówczas administrowali.

Gra interesów i cenzura

    Inny pogląd sformułował znany historyk Europy i Polski Norman Davies. W liście do dziennika INDEPENDENT wskazuje on, że angielski nie obejmuje przestępstw, dokonanych . Zadziwiające ograniczenie. Jeszcze dziwniejsze, że pochodzi ono z 1991 roku. Dlaczego? Dlatego, że znów Anglicy nie chcieli psuć sobie stosunków z Moskwą? Inaczej mówiąc przed pół wiekiem ruszać sprawę mordowanych i deportowanych Polaków było za wcześnie, zaś w latach dziewięćdziesiątych było już za późno na to?

    Niezależnie od tego, jak obłudne, a nawet amoralne wydają się te postępki, to jest możliwe, że cechuje je pewna racjonalność w przypadku instancji państwowych, które chcą zachować twarz i dla instancji sądowych, które obawiają się stworzyć precedens o nieprzewidywalnych następstwach. Lecz przecież instancje te nie mogą niczego nakazać mediom. Zaś ich obojętność na sprawę Katynia i deportacji Polaków wydaje się całkowicie niezrozumiała.

    Stacje telewizyjne nie chcą filmu Yagny Wright. Uzasadniają odmowę tym, że widzowie nie będą w stanie w to uwierzyć lub tym, że opowieść o tak zamierzchłych wydarzeniach nikogo nie zainteresuje...

    Tymczasem te same telewizje nieustannie pokazują różnorakie materiały o żydowskim Holocauście, przypomniały też sobie (wreszcie!) o Cyganach i innych mniejszościach, eksterminowanych przez nazistów. Od czasu do czasu pojawiają się programy historyczne, poświęcone GUŁAG-owi. W ogóle historia jest w telewizji w modzie. Jest mnóstwo historycznych programów, niekiedy skrajnie egzotycznych. Na tym tle odmowa udzielenia czasu antenowego Polakom wygląda bzdurnie, dziwacznie i tajemniczo. Lecz tylko na pierwszy rzut oka. W gruncie rzeczy bowiem media są z natury swej inercyjne, tchórzliwe, obawiają się nowych tematów i nie lubią materiałów, przygotowywanych nie przez wielkich producentów lecz takich działających na własną rękę entuzjastów, jak Yagna Wright. Gra interesów na rynku medialnym często ma efekt taki sam, jaki przynosi cenzura..." (pp)

ALEKSANDER DONDE

Władysław Czapski
Władysław Czapski

do:
Aleksander Donde

Szanowny Panie.

    Z zaskoczeniem przeczytałem artykuł z 4 czerwiec 2000 w załączeniu po polsku jaki ukazał się w "HOBOE BPEMR" pt: DEPORTOWANI Z HISTORII Treść zawiera wiele wiadomości które znam osobiście. Od pokoleń rodzina nasza uzyskiwała wyroki "rozstrzelanie i konfiskata mienia" do wglądu na mojej stronie www.ska.pl/biorytm/main.php

    W trzecim pokoleniu już nikt nie bawił się w jakiekolwiek wyroki - biurokrację. Po powstaniu styczniowym, z powiatu Prużany skazano 8 uczestników. W 1940 jak Pan pisze wywieziono 1.7 miliona na zagładę. Do ciągłości należy iż nie tylko "Alianci" lub "ZSRR" ale i obecna Polska władza /2000rok/ stała się godna kontynuatorką tradycji. Pomimo umowy ZSRR PRL z 1945 roku nie można wydać "ustawy" o rekompensacie za mienie pozostawione poza obecnymi granicami Polski. Pomimo prawomocnego wyroku Sądu o prawie do spadku po rodzicach - nikt nie chce wykonać wyroku. Kancelaria Premiera RP stwierdza iż "nie może wskazać terminu załatwienia sprawy". Mam dokumenty iż urodziłem się w: Polsce, ZSRR i Republice Białoruskiej jednocześnie? W oparciu o polską księgę chrztu z 1938 roku obecne władze Białorusi /odmawiają zwrotu/ i wpisują mi iż urodziłem się w "Republice Białoruskiej" dlaczego bez miasta - po prostu nie mogę pojąć?

    Treść Pana artykułu stwierdza "Ja na przykład w latach pięćdziesiątych chodziłem do szkoły w obwodzie archangielskim razem z Jakubowskimi, Rogaczewskimi, Kownackimi.... Byli to całkowicie zrusyfikowani potomkowie zesłańców sprzed 100 lat." Też tam byłem. Myślę iż były to dzieci z zsyłki z 1940 roku. Należało by wnieść poprawkę iż nie byli to zesłańcy sprzed 100 lat a 60 lat !!! O metodach wynaradawiania dzieci polskich może Pan się przekonać też na stronach www. Obecna władza na dowody wynaradawiania, nazywa "beletrystyczne wspomnienia" i uchyliła się od przesłuchania żyjących świadków. Bo i po co?

    Moi znajomi których uratowała armia Polska w ZSRR gen. Władysława Andersa do dzisiaj szukają "śladów" po rodzinie. Znalezione dzieci na dworcu kolejowym /w ZSRR 1942/ potrafiły powiedzieć "MATULU" i takie nadano im nazwisko bo innych danych "brak", żyją dzisiaj w Nowej Zelandii.

    Dobrze że chociaż po tylu latach zaczyna się mówić i o tym dramacie. Zastanawia mnie tylko dlaczego teraz ? , na czyje zlecenie oraz w jakim celu piszecie?

    Ps. Pozwoliłem sobie Pana artykuł oraz ww pismo umieścić na mojej stronie internetowej

Wrocław 2000-07-08
Władysław CZAPSKI

3. Wynaradawianie!!!

   ...i biały chleb. Na obiad kasza z mięsem i na kolację jakiś grysik. Nie chodziliśmy głodni. Ciągłe przy nas była rukowodka, uczyła wierszyków i piosenek. Na pewno była wierząca, ale o Bogu nie mówiła nam nic. "Ojcze nasz", którego nauczyła mnie Matka w domu odmawiałem w łóżeczku bardzo cicho, żeby nikt nie słyszał. Z czasem zapomniałem po polsku, ale "Ojcze nasz" odmawiałem zawsze. Nie wiem, czy rozumiałem później, co mówię, ale wiedziałem, że zwracam się do Pana Boga. Ale proces wynaradawiania postępował. Zacząłem myśleć, że jestem Komem, że moi rodzice także gdzieś zginęli na wojnie, jak innym dzieciom komskim, które były rzeczywiście sierotami.
Znajomość "Ojcze nasz" po polsku zadecydowała w jednym wypadku o powrocie do kraju pewnej Polki, która dzisiaj mieszka w Stroniu Śląskim koło Kłodzka. Gdy w 1956 r. Władysław Gomułka upomniał się o resztę Polaków wywiezionych w czasie wojny do Rosji, Nikita Chruszczow, przeciwnik Stalina nie miał problemu. Zaczęli Polacy zgłaszać się do punktów repatriacyjnych na terenie Związku Radzieckiego. Zgłosiła się również pani Wasilewska, która miała wtedy 16 lat. Urodziła się już w Rosji. Rodzice umarli. Rodzeństwa nie miała. Umiała tylko po rosyjsku. Wszędzie nazywano ja Wasilewskaja.
- Wasilewskaja! Wy jesteście Polka? - zapytał urzędnik.
- Przecież urodziliście się tutaj i nie umiecie nawet po polsku -dziewczyna się rozpłakała:
- Umiem tylko "Ojcze nasz" - powiedziała przez łzy. Urzędnik nabrał odwagi i zapytał:
- To proszę! Powiedzcie po polsku "Ojcze nasz".
Hamując płacz wypowiedziała jednym tchem po polsku "Ojcze nasz". Urzędnik spoważniał i powiedział do współurzędników przy stole:
- Tak powiedzieć "Ojcze nasz" po polsku potrafi tylko Polak.
Wpisano ja na listę repatriantów. Dzisiaj ma 53 lata. Setki razy opowiadała już o tym, co zadecydowało o powrocie jej do Polski.
Oczywiście, przez pierwsze miesiące pobytu w sierocińcu dla dzieci komskich chodziłem smutny i otępiały. Głodny nie byłem, ale niczego nie rozumiałem. Dla dzieci komskich byłem jak trędowaty. Dzieci mnie nie zauważały. Trzymałem się tylko rukowodki, czyli wychowawczyni, która mówiła do mnie po rosyjsku. Był to język dla mnie, dziecka polskiego, bardziej zrozumiały. Dopiero po pół roku, gdy zacząłem rozumieć, a potem także mówić po komsku, zacząłem się duchowo scalać z grupą-dzieci komskich, a sierociniec zaczął stawać się także dla mnie moim domem. Na tym właściwie kończy się u dziecka proces wynaradawiania, bo bardzo silną więzią między ludźmi, a zwłaszcza między dziećmi jest wspólna mowa.
W czerwcu 1941 roku wybuchła wojna z Niemcami. Ta wojna wisiała w powietrzu i Stalin musiał o tym wiedzieć. W pierwszym rzędzie rzucono na front żołnierzy na służbie. Tysiące baraków rozsianych po całej Rosji strzegło dziesiątki tysięcy żołnierzy. Trzeba było likwidować baraki, a rodziny polskie i Polaków rozesłać na wszystkie możliwe strony świata na terenie Rosji. Gdy się matki w barakach o tym dowiedziały, postanowiły odebrać swoje dzieci. Przyjechała również po mnie moja Matka. Pamiętam taka scenę. Bawimy się na dużej sali w łapanego. Biegamy wokół stołu. Nagle rukowodka wychodzi i wchodzi, a za nią staje w drzwiach jakaś kobieta w wieku czterdziestu lat. Zatrzymałem się na chwilę, i znowu dałem nura między dzieci. Kobieta jednak odnalazła mnie wzrokiem i nie spuszczała ze mnie oka. Trochę mnie to denerwowało Ale nie przestawałem się bawić i biegać wokoło stołu. Nie poznałem swojej Matki. Rukowodka wyglądała na zadowoloną a kobiecie zbierało się na płacz. Kobieta nie mogła dłużej widocznie wytrzymać, bo krzyknęła wołając mnie po imieniu: "Józiu! Józiu! Tyś mnie nie poznał?" Takim głosem od półtora roku w sierocińcu nikt mnie nie wołał. Rozpoznałem głos matki. A więc moja matka żyje! "Mama, gorte!" krzyknąłem i rzuciłem się z płaczem ku wyciągniętym ramionom mojej Mamy. Za chwilę rozpłakałem się jeszcze bardziej, gdyż nie rozumiałem, co Matka mówi. Matka również jeszcze bardziej płakała, bo nie rozumiała mnie.
- Dlaczego moje dziecko nie mówi po polsku? - powiedziała po rosyjsku. Rukowodka tylko się uśmiechnęła.
- A gdzie są inne dzieci polskie z baraków? - ciągnęła Matka.
- Przyszedł taki rozkaz od władz, żeby rozsiedlić dzieci polskie powiedziała ze wstydem.
- A więc podstęp władzy sowieckiej! Celowe wynaradawianie! - krzyknęła Matka - Zabieram swoje dziecko do baraku! - powiedziała zdecydowanie.
- Pażałusta! - powiedziała już spokojnie rukowodka.
Tak zakończył się mój pobyt w sierocińcu. Wydano nam moje ubranko i koszulę. Wyszliśmy w milczeniu z budynku sierocińca. Padał deszcz ze śniegiem. Musiał to być początek września 1941 roku. Szliśmy w kierunku portu rzecznego Wizinga. Na szczęście jechał jakiś samochód. Kierowca zatrzymał się i w milczeniu, bo nie rozumiał, co Matka mówi, zabrał nas. W porcie wsiedliśmy na "parachod", płynący w kierunku baraków położonych nad rzeka Peczorą. Jechaliśmy cały dzień. Nie odzywałem się do Matki, bo wiedziałem, że Matka mnie nie rozumie. Matka też nic do mnie nie mówiła. Cały czas płakała. Aż wreszcie poczułem głód. Nie zwróciłem się jednak do Matki. Pociągnąłem pewnego starszego Koma za rękaw i łagodnie popatrzyłem na niego.
- "Myj te kysjan?" - powiedział. Czego chcesz?
- Szu meny mamyyn, me kysja icilika siojny - odparłem. "Chcę jeść". - Kyje e tenyd mamyyn? - Która to jest twoja matka?
- Taje! - powiedziałem i pokazałem palcem. - Ta ...

Ks. Józef Buczma sj Przez syberię do Polski albo historia jednego powołania. Wrocław 1993.

4.Łagry następne

    Co było dalej. Jak odtworzyć długie osiem lat, w których dni i noce były tak bardzo podobne do siebie wyznaczane wciąż tym samym nieludzkim zmęczeniem, i rozpaczą, samotnością? Daty plączą się, obrazy nakładają na siebie, kolejność wydarzeń zaciera się...
"Fałagi" otoczone były wysokim trzymetrowym płotem. Kloc stał przy klocu, ciasno. Za płotem obok Polaków więźniami byli Rosjanie. Za zebranie kłosów ze ścierniska otrzymywali wyroki 5-10 lat łagrów.
W 1943 roku znalazły się w obozie także dzieci. Ich winą było sprzedawanie "zimniny" z ludzkiego mięsa. W całej Syberii panował przerażający głód. Ludzie wykopywali trupy pochowane nocą, gotowali, a po ochłodzeniu porcjowali. Dzieci rozprowadzały "zimnimę", za co otrzymywali lichą zapłatę. Po wykryciu tego procederu wszyscy trafiali do obozu.
Na głód były różne sposoby. Zesłańcy wymieniali się "żywnością" z okoliczny ludnością. Za kawałek "treski" -ryby z Dzwiny otrzymywali koty i psy. Gotowali je razem z otrębami. Raz, kiedy zachorowali na oczy i od kilku tygodni świat widzieli na żółto, zabili konia komendanta i podzielili się surową wątrobą. Choroba ustała, choć nie obeszło się bez konsekwencji tego czynu.
Przyjaźni w łagrach nic było. Jeśli zdarzyło się, że ktoś rozmawiał z kimś dłużej niż z innymi, od razu wzywany był do Wydziału Politycznego i karany za szpiegowanie. Chwile radości nie przychodziły nigdy. Jedynym nieustającym marzeniem było - najeść się do syta.
Pewnego dnia, jak zwykle pracowali w lesie. Przyszedł pilnujący ich żołnierz - "striełok". Powiedział zwyczajnie - wojna się skończyła. A wy... do pracy, dalej...

Sybirak nr 12. Pismo Zwizku Sybiraków 1994.

5.Jestem Polakiem

    Był grudzień, 1946 rok. Jana wezwał komendant łagru i zaprowadził do "izolatora". Pytania "za co" i "na jak długo" zbył milczeniem. Cela miała wymiary 1,50m na 2,50m, betonową podłogę, okienko z wybitą szybą, pryczy nic było. Po trzech dniach siedzenia w karcerze podsunięto Janowi papierek. Miał podpisać, że zrzecze się obywatelstwa polskiego, a przyjmuje radzieckie. Odmówił. Tak odmawiał trzy razy. W końcu był tak wycieńczony i opuchnięty, że na kolejne przesłuchanie musieli prowadzić go pod rękę. Nie miał już więcej siły. Podpisał papier.
W 1948 roku, po odbyciu "kary". Jan Czarniecki został zwolniony z zesłania bez prawa przyjazdu do Polski i zatrzymywania się w większych miastach. Od tego momentu powinna zacząć się nowa opowieść tułacza, który przez 14 lat błąkał się po najdalszych zakątkach ZSRR, wciąż wierząc, że nadejdzie taki dzień, kiedy dotknie stopą polskiej ziemi.
Zadecydował przypadek. Po wielu staraniach, po 22 latach zesłania wrócił do ojczyzny. Do dziś zastanawia się jaka to była ojczyzna, która przez tyle lat nie upomniała się o swoich rodaków.
Małgorzata Szyszko-Michalska.

Sybirak nr 12. Pismo Zwizku Sybiraków 1994.

6.W naszej osadzie...

    W naszej osadzie było wiele dzieci, młodzieży w wieku szkolnym. Jak obowiązek szkolny był realizowany? Do czasu amnestii żadne dziecko nic uczęszczało do szkoły, ponieważ jej nie było. Funkcjonowało natomiast przedszkole. Najbliższa szkoła mieściła się w Morżegorach, po drugiej stronie rzeki, lecz w związku z zakazem oddalania się, korzystanie z niej było niemożliwe. Przez dłuższy czas po amnestii szkoły nadal nie zorganizowano, lecz można już było uczęszczać do Morżegor. W 1942 r. powstała szkoła w naszej osadzie, oczywiście rosyjska, do której uczęszczała część dzieci. Młodzież natomiast w dalszym ciągu nie miała możliwości uczenia się, ponieważ musiała pracować.
     Pewnego dnia zostałem nagle po pracy wezwany do kantoru. Czeczulin kazał mi usiąść i rozpoczął taką rozmowę:
"Ty gdzie jesteś urodzony?"   "Na Polesiu" - odpowiadam.  "A gdzie to Polesie?"   "Tam gdzie Brześć, Pińsk, Baranowicze, Prużana". "Tam jest Białoruś i ty jesteś Białorusem" - tłumaczy mi naczelnik. "Nie, ja Polak"    "Jaki ty Polak? Na Białorusi ty rodzony, białoruski chleb ty jadł, ty nasz człowiek i tyś powinien nas informować, o czym mówią Polacy"   "Chce mnie zrobić donosicielem" - pomyślałem - "Nic z tego, bolszewiku, nie będzie". Zebrałem się na odwagę i mówię: "Mnie rodzice uczyli, że skarżyć i donosić, to grzech i nieładnie. Tego robić nie będę". Po tej odpowiedzi zdenerwowany Czeczulin wrzasnął: "Idzi na kwartiru i mołczy!" - pokazując jednocześnie na drzwi. Szybko wstałem i opuściłem kantor.
     W sowieckim systemie donosicielstwo byt szeroko stosowane. Wykorzystywano różne okoliczności, stosowano różne metody, nie oszczędzając nawet dzieci, które zwerbowane donosiły na rodziców. Czy innych w osadzie udało się zwerbować? Myślę, że tak, ale stanowiło to ścisłą tajemnicę. Najprawdopodobniej aresztowania w osadzie były wynikiem działalności donosicieli. Między innymi został aresztowany i zaginął bez wieści Dominik Czernicki, osadnik wojskowy z Mikitycz.

Bolesław Dańko. Bez układów. Warszawa 1993

7.Wywózka kolonii letnich

Niezwykle tragiczna w skutkach była też wywózka polskich dzieci z kolonii letnich zorganizowanych przez nowe władze rodzinom "mas pracujących", przeważnie kolejarzom i robotnikom. Miała ona miejsce zaraz po wybuchu wojny, w dniach 21-23 czerwca 1941 roku. Kolonie miały za zadanie wychowywanie młodzieży szkolnej na wzór obozów pionierskich. Dzieci nie zostały w większości zwrócone rodzicom i bezprawnie wywiezione w głąb ZSRR. Umieszczono je w radzieckich domach dziecka. Uznane za obywateli radzieckich po podpisaniu umowy o organizowaniu opieki nad ludnością polską nie podlegały jej, władze radzieckie bowiem stały na stanowisku, że nie są one ani Polakami ani dawnymi obywatelami RP. Pozbawiło to Ambasadę RP w Kujbyszewie, a potem ZPP, możliwości ratowania ich przed wynarodowieniem oraz zorganizowania im powrotu do kraju. Udało się to tylko nielicznym grupom, m.in. dzieciom z diet-domu nr 5 w Karakulino, które z wielkim nagłośnieniem powróciły do Białegostoku. Dziś już wiemy, że dzieci z kolonii letnich w Druskiennikach skierowano do Republiki Udmurtskiej - 176 dzieci umieszczono we wsi Karakulino nad rzeką Kamą w diet-domie nr 5. 17 dzieci z koloni w Druskiennikach k/Grodna znajdowało się w Człakowskiej obłasti ......

Raport w sprawie Polaków wysiedlonych do ZSRR, AZHRL, sygn. 93; Polska Wschodnia okupowana w latach 1939-1941 przez ZSRR, Hoover Institution, Anders 68, doc. 62c.

Jak pisklęta z gniazd. Dzieci polskie w ZSSR w okresie II wojnu światowej.

zdjęcie z okresu gdy na siłę rozłączono ją z matką

Alina Krycka, zdjęcie z okresu gdy na siłę rozłączono ją z matką
i wywieziono do Domu Małego Dziecka w Mieżog-Komi ASSR

8. Polskie dzieci w drodze do Iranu według relacji Józefa Czapskiego.

ASZCHABAD - MESZCHED

DODGE'M PRZEZ PUSTYNIĘ I GÓRY

Bazą w Iranie, do której się wysyła dzieci do Indyj, jest Meszched, "druga stolica Iranu", ze sławnym meczetem ósmego proroka Ommana Reze, położony o 180 km od Afganistanu. Dzieci z Rosji są przerzucane autami z Aszchabadu do Meszchedu. Z partią 60-ciu dzieci przejechałem tę drogę przez grzbiet górski, granicę sowiecko-irańską, Badżygiran i Kuczan.
Dobę wcześniej, wczesnym rankiem, szedłem ulicami Aszchabadu ze stacji do "Domu Sowietów", hotelu - obok pomników Stalina i Lenina
Nagle wyrosły przede mną, za gmachem hotelu, wielkie milczące góry. Różowe o falistych, miękkich kształtach, zupełnie nagie. Wyrastały nagle, jak ściana z bezżyznej płaskiej równiny. Kiedyśmy dobę później jechali po równej jak stół szosie, oddzielającej miasto od gór, mieliśmy znów przed sobą tę ścianę ze skał i piargu o delikatnych, w blasku porannego słońca prawie przezroczystych, liliowych cieniach, pod turkusowym niebem.
Jedziemy potężnymi trzema szarymi amerykańskimi ciężarówkami.

W górach

Wjeżdżamy w głąb wąwozu. Chude bydło, barany i krowy szczypią całkiem wyschłą trawę Szerokimi serpentynami wspinamy się z nieoczekiwaną szybkością coraz wyżej i wyżej, aż cała strona sowiecka leży -pod ..nami. . W świetle rannego słońca bezkresna pustynia, u stóp skupisko drobnych, białych centek-Aszchabad, na horyzoncie smugi niebieskie, zlewając niebo z ziemią i do złudzenia przypominające zamglone morze, a tu bliżej faliste spady gór o kształtach wyolbrzymionych fałd zmiętego, szarego żołnierskiego koca, ta sama miękkość załomu, a w niektórych miejscach ten sam ton szary. Dzika pustka gór, wyschłe osty na piargu, kilka nędznych glinianych osiedli w ruinie - to wszystko. Wysoko, wśród księżycowego pejzażu kilka małych żółtych domków, i maneż, właśnie ćwiczą żołnierze na kilkunastu koniach. Na innym placyku ćwiczy mały oddziałek chwyty karabinowe. Wyglądają zdaleka jak żołnierzyki z ołowiu. Przychodzi mi na myśl Lermontowski Pieczorin, szukający w dzikich górach Kaukazu przygód, choćby najniebezpieczniejszych, by zabić żrącą go nudę. Czy ludzi podobnych nie ma i dziś na tych "czujkach" granicznych? W powieści Lermontowa nawy bogate w roślinność i dzikie góry Kaukazu, tu są wyschłe grzbiety granicy perskiej, ale zawsze te same, zgubione na krańcach olbrzymiego państwa zbrojne forteczki i ludzie, żyjący tam podobnym życiem miesiącami, może latami, oderwani od świata. Przechodzą stulecia, zmieniają się stroje, ludzie stają jakże podobni wbrew pedagoogiom i propagandom.

Granica

Dojezdzamy w niecałą godzinę do Gałdanu, granicznego punktu celnego, położonego o 30 km od Aszchabadu. wiecej niż 2000m ponad poziom morza. Zostajemy tam do do drugiej, bo rewizja trwa tam bardzo długo.
Gałdan - kilka skromnych budynków, celnicy wyprawiają lory z benzyną i nie spieszą się. Kilkunastu sennych żołnierzy siedzi w cieniu domków. Patrzę na zbocza górskie i pytam jednego z nich, jak wyglądają na wiosnę. Odpowiada mi, że są zupełnie zielone, że rośnie tu wiele żółtych i czerwonych tulipanów. Dziś na niektórych tylko dojrzeć możemy rzadko rozsiane ciemne kępki jakichś krzaczków i wielkie, wyschłe, złoto - żółte osty na najbliższych wzgórzach i wzdłuż szosy. Dzięki wysokości - świeższe powietrze, ale słońce mocno piecze. Proszę celnika o pozwolenie pozostania cały czas w pokoju, gdzie odbywa się rewizja. I tu przy gorączkowym rozpakowywaniu tobołków znajomię się z jadącymi dziećmi i paniami. Patrzę na chude kosteczki Jasia Pajączka, na jego bystre, pewne oczy i mały, trochę zadarty nosek. Zaznajamiam się z braćmi Starczewskimi, braćmi Grzeszkami, z rodziną Dąbrowskich i wielu innymi. Panna Dąbrowska ma sześć lat. Na bujnej rudej czuprynie nosi słomiany kapelusik i odchylonym sztywnym rondem i z małym, do ronda przyczepionym, bukiecikiem czerwonych i niebieskich kwiatków. Ma ciemną, wiśniową sukienkę. Po długich namowach zadeklamowała mi wierszyk: "Kiziu - Miziu". Potem jeszcze miała zaśpiewać i zatańczyć. Ale nagle stawia warunek matce, że musi otrzymać naparstek i to zaraz. Matka się na, takie ultimatum ze względów pedagogicznych zgodzić nie może. Ratuje sytuację ośmioletni jej brat, Januszek, który odrazu zgadza się coś zadeklamować i w skupieniu recytuje:
Już nie żyjesz i już nie wrócisz. Panie Marszałku, Wodzu Nasz, Wieją sztandary, czarne sztandary, czarna krepa spada na twarz.
- Skąd znasz ten wiersz? pytam - Dziadzio ze Lwowa przysyłał gazetkę do Turkiestanu.

Rewizja

Rewizja jest nadzwyczaj dokładna, ale uprzejma. Każdy papier zapisany przegląda specjalny urzędnik, umiejący czytać po polsku. Celnik zabiera się do kufrów i worków jadących z nami pań. Cała nędza tułaczki, walka o byt, wszystko to napisane na tych biednych przedmiotach. Jedna z pań stawia na stole worek sucharów. Suchary z okropnej mąki, stare, wyglądają jak górski piach i brunatne kamienie. Po wysypaniu zawartości worka i starannej rewizji - właścicielka sucharów pilnie je zgarnia z powrotem. Iran, Teheran, Bombaj? - cóż można wiedzieć? Może znowu głód i poniewierka. Nauczyła się nieufności wobec losu. Potem idzie kufer z dziesiątkami szmatek i szmateczek. Resztki z jakichś podszewek, sznurków, stare guziki, graciarnia. Celnik rozwija każdą szmatkę. Zanurza metalowy kijek do każdej puszki i słoika. Jedna z pań, matka z dwojgiem dzieci, jedzie z Turkiestanu. Pod starannie upraną bielizną dzieci leżą pierniczki miodowe i trzy wielkie butelki miodu. W kołchozie wypłacano nam trudodnie miodem wyjaśnia nam.
Przychodzi kolej na toboły innych rodzin. Jeden zawiera ozdoby skromnego mieszkania dywaniki wyszywane włóczką, poduszki wyszywane włóczką, poduszki w desenie haftowane z długimi frendzlami, firanki z nicianych koronek, starannie ułożone. Te właśnie przedmioty były skarbem i ratunkiem rodzin. Ze sprzedaży mogły dokarmiać swoje dzieci. Niektórym powodziło się lepiej i jeszcze dziś część dobytku wiozą ze sobą dalej w świat.

Mama umarła...

Ach, proszę pana, nie ma nic straszniejszego, jak kiedy dziecko jest głodne i nie ma co mu dać jeść" mówi jedna z matek. Dzieci bez rodziców opowiadają, każde inną i każde smutną, historię. Gdzie twój, ojciec? Nie wiem. Mama umarła. Albo mama w kołchozie została - nie puścili. Albo mama została na stacji. Zwykłe nie wie na jakiej. Wyszła z wagonu. Pociąg ruszył. Jest jedna dziewczynka w gromadzie. Przybyła na stację do Aszchabadu z ciężko chorymi: matką i bratem. Tatkę trzeba było zaraz ze stacji wysłać do jednego że szpitali. Braciszka również. Ale skierowano go do innego. Całą rodzinę płaczącą rozerwano na stacji. Przy pożegnaniu matka poleciła córeczce, żeby strzegła, jak oka w głowie, małej skrzynki, bo tam są obrączki. Po kilku dniach matka umiera w szpitalu aszchabadzkim. Brat nadal leży ciężko chory, a dziewczynce pod namiotami ukradziono skrzynkę z obrączkami.

W Iranie

Koło drugiej godziny rewizja skończona. Ruszamy dalej. Jeszcze kitkaset metrów zwęża się szosa. Warta sowiecka na samym grzbiecie góry, ubranym w szlaki drutu. Przepuszczają nas po krótkiej kontroli przez odrutowaną bramę.
Jesteśmy w Iranie - odruchowo się żegnam i czuję przyjacielski uścisk ciężkiej ręki szofera na moim ramieniu. "No cóż, żeby nie jeden człowiek, to byśmy tam wszyscy zginęli".
Pod tym niebem promień nie turkusowym góry dalsze są zupełnie różowe. Niektóre osypiska szare, ale ta szarość w świetle nieba robi wrażenie zielonkawe. Bliżej wzgórza prawie cytrynowe od wyschłych ostów. Przez drogę przebiega ją wielkie szczury jak króliki, dzieci nazywają je zajączkami oraz niewiarygodnej wielkości jaszczurki na wysokich nogach. Dojeżdżamy do Badżegiranu. Już zupełnie wschodnie miasteczko z płaskimi dachami i kilku domami większymi, przeznaczonymi dla wojska. Budowane są przez Niemców. Tu urzęduje przedstawiciel władzy sowieckiej, który znów bada nasze dokumenty. W malutkim pokoiku siedzę na ławie pokrytej makatą dosłownie tego typu co otomana w gabinecie ojca w latach mego dzieciństwa.
I staje mi nagle przed oczami ten gabinet, stara otomana z popsutymi sprężynami i dziurami wykopanymi przez nasze "koziołki". Siedmioro rodzeństwa po kolei pod wielkim portretem ukochanej klaczy "Confidence" wysiedziało tę kanapę słuchając głośnego czytania ojca. Czytał nam po kolei "Trylogię" "Davida Copperfielda" i wiele innych książek. Widzę tak wyraźnie twarz jego oświetloną przez lampę, profil z dużym orlim nosem i ciemnymi wąsami, głowę, przechyloną w tył i łzy- jak tylko scena zaczynała być wzruszająca. Jakże pamiętam po tylu latach w palący upał na granicy Persji rozkosz tej wieczornej półgodziny i obawę, że się już szybko skończy, że każą nam iść spać.

Persowie

Pierwsze wrażenie z Persji to niesłychana uprzejmość ludności. Więcej niż uprzejmość - serdeczność. Wszystkie dzieci i wielu starszych machają nam serdecznie rękami. W Kuczanie przynosi nam dwóch młodzieńców winogrona za darmo. Bo ruble trzeba było oddawać na granicy, a nikt tu nam tumanów nie wydawał.
-Jazda dalej z Badżegiranu do Kuczanu najtrudniejsza i chyba najpiękniejsza. Zakręty są tak ostre, że wielkie Dodge brać ich za jednym zamachem nie są w stanie. Szereg katastrof już tu miało miejsce od wiosny. Drogę rozszerzają robotnicy sowieccy. Wjeżdżamy w wąskie przełęcze wśród najeżonych rudoczerwonych skał, przejeżdżamy wbród rzeczkę i tam robimy odpoczynek. Dzieci z rozkoszą pluszczą nogi w wodzie, w ogóle są nadzwyczaj grzeczne. Przepaście wcale ich nie straszą. Reagują na naszą podróż jak na majówkę. Koło każdego strumyka wody zaraz bujne życie roślinne - smukłe, młode topole, wierzby. Od czasu do czasu wioski. Kilkanaście, kilkadziesiąt małych domków glinianych. Z przodu słupki, zwyczajne cienkie belki - kolumny. Nawet najuboższe domki mają proporcję, prostotę i charakter. Dają oczom radość pięknej architektóry.
Po Kuczanie już droga równa, zmierzch, potem noc.
Koło pierwszej godziny w nocy budzi nas rudawy błystk elektrycznych latarni - to Meszched
.

Autor: Józef Czapski, Orzeł Biały nr 30, 1942 rok str. 4

 

Szkolnictwo polskie podczas II wojny światowej:

1939-1941

    Rumunia
    Węgry
    Cypr
    Algeria
    Francja
    Portugalia
    Wielka Brytania
    Szwajcaria

1941-1945

    Związek Sowiecki
    Persja
    Indie
    Palestyna
    Egipt
    Afryka Wschodnia
    Tanganika
    Kenia
    Uganda
    Rodezja Północna
    Rodezja Południowa
    Związek Południowej Afryki
    Meksyk
    Francja
    Włochy
    Szwajcaria
    Wielka Brytania
    Nowa Zelandia
    Kanada

Po 1945

    Bliski Wschód
    Egipt
    Liban
    Indie
    Afryka Wsch. i Płd.
    Tanganika
    Kenia
    Francja
    Włochy
    Austria
    Niemcy
    Wielka Brytnia
    Związek Sowiecki

    Ogółem należy ocenic iż w 300 miejscowościach świata poza terytorium Polski były polskie szkoły. Ocenia się iż z terenów Polski włączonych do Związku Sowieckiego wywieziono w latach 1939-1945:
    -1.050.000 obywateli Polskich z czego 380.000 dzieci, z których tylko 17.000 dzieci uratował gen.W.Anders

    Ponad 20.000 ankiet polskich uchodzców oskarżających Związek Sowiecki o zbrodnie przeciwko ludzkości leży w Instytucie Hoovera w Kaliforni USA i kopie tychże dokumentów w Warszawie. Nikogo to nie intersuje i nikt nie poniósł kary z te zbrodnie? A co stało się z resztą? Do dzisiaj osłania zmowa milczenia analogi do śmierci gen.Sikorskiego itp. Na prawdę o Katyniu czekaliśmy "tylko" ponad 50 lat, a kto i kiedy rozliczy dzieciobujstwo???

W oparciu o książki:

   W TRZY STRONY ŚWIATA Kamil Barański 1991
    W SOWIECKIM OSACZENIU Z.S.Siemaszko 1991

 

Powrót Back

Ps. Proszę o udostępnienie innych dowodów wynaradawiania Polskich Dzieci w ZSSR.
Materiały proszę przesłać na mój e-mail:   biorytm@plusnet.pl   Dziękuję.